Wołyń  wspomnienia
  byłych mieszkańców pow. kowelskiego i kostopolskiego:
- Józefa Donajskiego
- Tadeusza Dunajskiego
- Hilarii Głowackiej
- Teresy Ostrowskiej
- Anieli Donajskiej
- Franciszka Szulenckiego
- Heleny Bieleckiej z d.
  Szczurowskiej
- Zamordowali  mojego Jasia
- Józefa Weredy  cz.1
- Józefa Weredy cz.2
- Józefa  Weredy cz. 3
- List do siostry
- Jadwigi Gołko
- Janiny Gruszka
- Bogumiła Szarwiło
- List do Ziomka
- List do brata
- Koszmary z dzieciństwa
- Radosne dzieciństwo
- Gdy kobiety zostały same
- Jana Jakubiak
- Tadeusza Świder
- wspomnienia sanitariuszki
-Antoniego Mariańskiego  Janiny Wójcik
- Leokadii Skowrońskiej
- Eweliny Hajdamowicz
- Sabiny Kicińskiej
- Ryszarda Romankiewicza
- Zasmyki, Radomle wsp.
 sióstr Soleckich, F.  Budzisza,  O. Kowalskiego,  A.  Peretiatkiewicza
- Mord w Niemilii
- Wacława Gąsiorowskiego
- Joanny Zamościńskiej
- Zesłańcy rodzina                Łobaczewskich - Drozdne,   Gończy Bród
Wołyń wspomnienia    byłych mieszkańców pow. włodzimierskiego i  horochowskiego:
- Wiktorii Baumgard
- Czesławy Roch
- Heleny Wójtowicz
- Czesława Albingier
- Wacławy Roch
Masakra  wiernych w    Kaplicy  w  Chrynowie  Wiesławy Nowackiej -           Zygmunta Abramowskiego
- Eugeniusza  Świstowskiego
- Marii Roch
- Kazimierza i Antoniny              Sidorowicz
- Kazimiery Kowalczyk
- Czesława i Heleny Życzko
- Antoniego Sienkiewicza
- Petroneli Władyga
- Leokadii Pawłowicz
- Leokadii Michaluk
- Jadwigi Grusiewicz
- Mariana Sikorskiego
- Ludwiki Podskarbi
- Zdzisława i Reginy Schab
- Romana Szymanka
- Janiny Topolanek
- Jadwigi Kozioł
- Mord w Porycku wsp.     Ryszarda Jezierskiego,
 Bolesława Dorocińskiego,  Tadeusza Wojewódki, Julii  Gruszczyńskiej, Kamili  Cybuchowskiej-Kamińskiej
- Leokadii Zaręby i                StanisławyTokarczuk
- Stanisławy Sobczuk,            Zofii     Michowskiej
- Anieli Dębskiej
- Wiktora Korniak
- Anieli Kuźmińskiej
- Zdzisława Kraszewskiego
- Zygmunta Maguzy
- A.Z. Teterczówa
- Zdzisława Doleckiego
- Bolesława Sawa
- Lucyny Schiesler
- Wybrane wspomnienia z akt  IPN w Lublinie
- Świadkowie Mówią
     ŚZŻAK  OW

opracowania, artykuły
- S.T.Roch - Swoi Czuwajcie      O Zaszłościach...
- S.T.Roch - Ziemia   wołyńska   w dobie   wielkiej próby ...
- Maja Narbut "Nie czekaj,  nie  wypatruj"
- Łuny nad Wołyniem

.
 27 WDP AK
Zasmyckie Zgrupowanie
Samoobrony Polskiej
- Ostatni atak UPA na    Rzeczpospolitą   Zasmycką
- Lista ofiar
Samoobrona wołyńska
Oddział "Jastrzębia"
- Porucznik "Jastrząb"    Władysław Czermiński
- Ppor. "Znicz",  "Wilkoń"  Henryk  Nadratowski
- Porucznik "Jawor"
 dowódca Samoobrony  Janówki
- Sierżant "Brudny"  dowódca Samoobrony  Radomla
- Józef Malinowski  dowódca   oddz. w  Lublatynie
 inne materiały:
Ukraińska Powstańcza Armia prof. Wiktor Poliszczuk
Dekalog ukraińskiego   nacjonalisty, odsłonięcie pomnika jego  autora
Niemiecki atak na Rzeczpospolitą Zasmycką
Ukraiński czołg pod  Kupiczowem
Donajscy Wołyńska Rodzina
NN "Gołąb" Stefan Dulba
Odezwa Wołyńskiego Okręgowego Delegata Rządu
Fragment sprawozdania sytuacyjnego Sekcji Wschodniej Departamentu Informacji i Prasy Delegatury Rządu RP na Kraj dotyczącego sytuacji wewnętrznej na Kresach Wschodnich
Raport "Tamy" Biuro Wschodnie Delegatury Rządu w Małopolsce Wschodniej
Notatka z 21 IX 1943 r.  "Wypadki na Wołyniu w powiecie włodzimierskim"
Układ Polsko - Radziecki z 1941 r. - zerwanie stosunków dyplomatycznych w 1943 r. i próby  ich przywrócenia w artykułach Biuletynu Informacyjnego i Agencji Informacyjnej.












































 
Wspomnienia byłych mieszkańców powiatów
kowelskiego i kostopolskiego
włodzimierskiego i horochowskiego

 
WYKAZ STRAT W WOJEWÓDZTWIE WOŁYŃSKIM W LATACH 1939-1946

Wystawa przedstawiająca ludobójstwo dokonane na Polakach przez OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich II RP 1939-1947
zorganizowana przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu.
zobacz


W woj. wołyńskim - nazwiskami ustalono 36 750 osób zamordowanych, a według liczb szacunkowych we wszystkich miejscowościach w powiatach dodatkowo zamordowano około 30 000 osób.
Liczba ofiar w województwach: wołyńskim, lwowskim, stanisławowskim i  tarnopolskim
WYKAZ STRAT W POWIECIE KOWEL W LATACH 1939-1946
WYKAZ STRAT W POWIECIE KOSTOPOL W LATACH 1939-1946
Kalendarium ludobójstwa

                   Tu była polska kolonia Radomle                     Kol. Radomle pow. Kowel

Przywracanie pamięci o kresowym ludobójstwie
Fragmenty wspomnień Tadeusza Dunajskiego


Wybrane fragmenty wspomnień Wołynia z Kroniki  Rodziny napisanej przez Tadeusza Dunajskiego w latach siedemdziesiątych XX wieku.
Autor urodzony w 1925 roku w kolonii Radomle pow. Kowel od lipca 1942 r. był członkiem konspiracji o pseudonimie "Orlik", żołnierzem samoobrony

Radomla, póżniej 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. W batalionie por. „Siwego”  Walerego Krokay’a brał udział w bitwach z UPA w miejscowościach: Glinki, Owłoczym, Hajki i kilku innych. Uczestniczył też w walkach z Niemcami w Hołobach, Owłoczymiu i Kowlu. W okrążeniu na północ od Włodzimierza Wołyńskiego pozostawał w lasach trzy miesiące, to jest od trzeciej dekady kwietnia do drugiej dekady lipca 1944 r.

więcej

Wspomnienia Jana Józefa Donajskiego
Powrót na Wołyń. Samoobrona Radomla. Napad 25.12.1943 r.
Zdjęcia żołnierzy 45 Pułku Piechoty Straelców Kresowych.

Józef Donajski mieszkaniec kolonii Radomle pow. Kowel jako rezerwista został 15 sierpnia 1939 roku zmobilizowany do 50 pułku Strzelców Kresowych w Sarnach.
Brał udział w walkach na Pomorzu gdzie 22 września dostał się do niewoli niemieckiej.
Przetrzymywany wraz z innymi jeńcami przez siedem dni bez wody i jedzenia w Terespolu Pomorskim zostaje przeniesiony w okolice Stargardu Szczecińskiego do majątku ziemskiego Aldejbic.
Podejmuje dwukrotnie nieudane próby ucieczki. Osadzony w karnym lagrze w okolicach Szczecina pracuje przy budowie autostrady. Przeniesiony do majątku ziemskiego w okolicy Neubrandenburga po raz trzeci ucieka, tym razem skutecznie. Na Wołyniu wstępuje do konspiracji ZWZ AK przyjmując pseudonim "Brudny", organizuje samoobronę w Radomlu. Od stycznia 1944 r. do rozbrojenia jest żołnierzem 27 WDP AK.
więcej
a4 Wspomnienia Anieli Donajskiej z domu Wereda
mieszkanki kolonii Majdan Mokwiński
w powiecie kostopolskim

Urodziłam się w kolonii Majdan Mokwiński 16 lipca 1924r. w same żniwa. Po dwóch tygodniach zawieźli mnie rodzice Anna i Stanisław Weredowie do kościoła w Bereznem i ochrzcili nadając imię Aniela.

Miałam pięciu braci, trzech starszych: Wacek (ur. 20 marzec 1920r.), Mietek (ur. maj 1921r.), Antek (ur. 16 listopad 1922r.) i dwóch młodszych: Józek (ur. 15 marzec 1931r.),Witek (ur. 13 grudzień 1937r.).

Dzieciństwo miałam dobre, ponieważ u babci, która mieszkała z nami, wychowywała się Stefka (moja kuzynka) o 13 lat starsza, lubiąca śpiew, książki i stroje; zaprzyjaźniłyśmy się.

Najgorszy był 1943r., gdy Ukraińcy zaczęli mordować Polaków. Z przerażeniem widzieliśmy łuny na niebie płonących wiosek wkoło nas: Janowa Dolina, Lipniki… Z rodziny zginęła rodzina Płomińskich: ojciec i rodzeństwo Stefki, matka uciekła w konopie - uratowała się. Szczurowscy: ojciec i młodsze rodzeństwo Juli zarąbane siekierami, matka ciężko porąbana - przeżyła.
więcej
- 25/26 maja 1943 - nocny mord w Małym Siedliszczu
- lista ofiar
WSPOMNIENIA HELENY BIELECKIEJ Z D. SZCZUROWSKIEJ
BYŁEJ MIESZKANKI WSI MAŁE SIEDLISZCZE W POW. KOSTOPOLSKIM

[...] Przyszedł rok 1943. Tymczasem policja ukraińska przeistoczyła się w bandę UPA (Ukraińska Powstańcza Armia) grożąc, że teraz wymordują Polaków i będą mieli wolną Ukrainę. Znowu strach i przerażenia padło na ludność polską. Wpadali do domów polskich, rewidowali, szabrowali i zapewniali o przyjaźni, gdyż niektórzy Polacy zaczęli wyjeżdżać do miast. Miedzy innymi babcia z ciocią Zosią, stryjkiem Wackiem i ciocią Kazią wyjechała do Kostopola do cioci Broni. My zostaliśmy. Po głodnej wiośnie tato postanowił trochę się zaopatrzyć na wyjazd. Tymczasem zaczęły napływać coraz bardziej alarmujące wieści o tym, że Ukraińcy mordują Polaków, że napadają na większe wsie, wszędzie jest panika. Tato wykopał dół pod stodołą i schował trochę rzeczy, miał jechać jeszcze do młyna. Mama jeszcze szyła Ukraińcom, którzy zapewniali, że nigdy nie przyjdą nas mordować.            Któregoś wieczora tato mnie, Zosię i Julka schował w schronie pod stodołą i przykrył darnią, mówiąc: „ Może te dzieci przeżyją”.    więcej

Zamordowali mojego Jasia
[...] zobaczyłam Jasia, 2,5 letniego brata. Leżał śliczny w białej koszulce, tylko dziwnie główkę miał odrzuconą w BOK. Nachyliłam się i zobaczyłam przerąbaną szyję, głowa wisiała na skórze. Tylko krzyknęłam: ”Mój Jasio nie żyje”...

Fragment wspomnień Teresy Ostrowskiej z Kalińskich


Motto:
„Są chwile o świcie jak jabłka rumiane,
południa jak złota gotycka lawina,
a potem wieczór – ścieżki dnia splątane
księżycowym sierpem przecina”.
                                                       (Jan Zych)


Marceli Kaliński, syn Mikołaja i Heleny z Bejerów, urodził się 1 września 1896r. w Bukojmie na Wołyniu.Pochodził z zubożałej rodziny szlacheckiej pieczętującej się herbem Jelita i opowiadał o patriotyzmie przodków. W młodości był wcielony do wojska carskiego, w wyniku, czego poznał różne kraje Azji, Europy wschodniej i południowej, o czym zachował wspomnienia do końca życia. Po szczęśliwym powrocie do cywila pracował jako mechanik w parowozowni, później pomocnik maszynisty i maszynista kolejowy kolejnych stopni. Amelia Donajska, córka Leokadii z Gissyngów i Konstantego Donajskiego, syna Michała, urodziła się 12 czerwca 1908 roku w Radomlu położonym 12 km od Kowla. Ponieważ była dziewczynką i drugim dzieckiem swoich rodziców, szybko spadł na nią obowiązek zajmowania się młodszym rodzeństwem, które kolejno przychodziło na świat. Po latach wspominała, jak mając zaledwie pięć lat musiała dźwigać brata Józefa, a później następnych.

więcej
 Wspomnienia Józefa Weredy

SENTYMENTALNA PODRÓŻ DO KRAINY BEZTROSKIEGO DZIECIŃSTWA
ALE TEŻ BESTIALSKICH MORDÓW POLAKÓW NA WOŁYNIU
„Ziemia rodzinna, droższa od innych
Nie śpię szukam wspomnień dziecinnych.
Dom się pojawia, płoty, garnki i
bzy pachnące w majowe poranki
Dobrzy ludzie z dziecięcych wspomnień
Niech wam szumi leśnie, sosnowo –
Wiatr, co ślady zamiata po nas!”
więcej                                              W. Broniewski
Józef Wereda            Piękno ziemi rodzinnej

Poniższe wspomnienia dotyczą lat 1935-1943 i mojej rodziny mieszkającej we wsi Majdan Mokwiński pow. Kostopol na Wołyniu.
Tam się urodziłem 15 marca 1931 r. i mieszkałem do wiosny 1943 r.

Uważam, jeżeli coś się pamięta przeszło 70 lat, to zasługuje na ochronę od zapomnienia.
więcej

Wspomnienia dzieciństwa
 Majdan Mokwiński w powiecie kostopolskim na Wołyniu 
    Wieś mała i biedna. Zamieszkała przez 22 rodziny polskie, 3 rodziny ukraińskie, 2 rodziny niemieckie i 2 żydowskie. Jeden sklep, jedna szkoła 4-ro klasowa, jednoizbowa z jednym nauczycielem.
więcej

List do siostry

Fragmenty wspomniń Hilarii Głowackiej z Dunajskich

JAN NEPOMUCEN DONAJSKI i URSZULA z d. BEYER

Nie pamiętam moich Dziadków, bowiem urodziłam się już jak Oni nie żyli. Z dokumentów wynika, że Dziadek urodził się 21.11.1851r. w Hollendrach Bielskich w woj. Kaliskim, z Ojca Antoniego Donajskiego i Rozalii Kryger urodzonych również w Hollendrach Bielskich. Z rodzinnych opisów wynika, że wraz z braćmi i siostrą przenieśli się na Wołyń w 1880r. 
Babcia Urszula urodziła się 21.09.1865r. – niestety nie możemy dotrzeć do jej korzeni i nie wiemy gdzie się urodziła . Wywodziła się z osadników niemieckich. Ponoć miała pochodzeie szlacheckie. Miała brata Franciszka który z żoną Janiną miał 8-ro dzieci.

 więcej  

Wspomnienia Franciszka Szulenckiego

Po odzyskaniu niepodległości wieś Zasmyki rozwijała się szybko, w 1934 r. zbudowano szkołę i miejscowe dzieci mogły się w niej uczyć. Gospodarze kupowali nowoczesne narzędzia rolnicze i stosowali nawozy sztuczne, prenumerowali fachowe czasopisma. Młodzież spotykała się w szkole, a w latach trzydziestych zawiązały się organizacje „Strzelec” i „Orlęta”. Pierwszą z nich opiekował się ks. kpt. K. Mackiewicz, a drugą kierownik szkoły W. Siudak. Organizacje te miały duże znaczenie w czasie okupacji niemieckiej

Moim ojcem był Aleksander ur.14 XI 1888 r. Jako trzydziesto-letni mężczyzna ożenił się z Haleną z domu Słomka. Rodzice mamy to Andrzej (pochodził z Warszawy ) i Anna z domu Malinowska (pochodziła z Kalisza). więcej
          
Koszmary z dzieciństwa
Kwiecień - maj 1944 roku w Kowlu
ze wspomnień rodzinnych

W okresie nasilenia się mordów dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej w 1943 roku wielu szukało schronienia w miastach. Okupowany przez Niemców Kowel wydawał się uciekającym przed rzezią ukraińską miejscem bezpiecznym. Niestety zły los nie ominął mieszkańców Kowla i tych uciekinierów.


Zapisane po latach przez 9 letnią wówczas Hilarę Głowacą z Dunajskich i 12 letnią Teresę Ostrowską z Kalińskich zapamiętane z tamtych chwil fragmenty wydarzeń opisują losy cywilnych mieszkańców miasta w kwietniu i maju 1944 roku.
więcej
Radosne dzieciństwo
ze wspomnień rodzinnych

Hilaria Głowacka z Dunajskich i Teresa Ostrowska z Kalińskich jako dzieci doświadczyły okrucieństw wojny. Wspomnienia tego co przeżyły w kwietniu i maju 1944 roku w Kowlu są w artykule "Koszmary z dzieciństwa".

Pamiętają obie jednak i inny Wołyń na którym spędziły krótki okres spokojnego, bezpiecznego i radosnego dzieciństwa. Dzięki takim wspomnieniom Wołyń jest miejscem za którym się tęskni a zapamiętane koszmary wojny nie zmniejszą tej tęsknoty.

 

więcej

Gdy kobiety zostały same
ze wspomnień rodzinnych

W kwietniu 1944 roku przez kolonię Radomle w powiecie kowelskim front przesuwał się kilkakrotnie. Radomle przechodziło z rąk niemieckich w radzieckie i odwrotnie.

W licznej rodzinie Donajskich mieszkającej w tej kolonii pozostały w domu tylko kobiety: Leokadia i jej dwie córki Helena Szulęcka w zaawansowanej ciąży i Zofia.

więcej

Wspomnienia Jadwigi Gołko
zanotowane w 2011 r. przez Hilarię Głowacką z Dunajskich.

Rodzina Bolesława Gołko mieszkała w kolonii Radomle pow. Kowel, tam też mieszkały rodziny Donajskich: Konstanty Donajski syn Michała z żoną Leokadią z Gissyngów oraz Konstanty Dunajski syn Jana z żoną Stanisławą z Szymańskich.
Konstanty Dunajski syn Jana mieszkał mniej więcej na środku Kolonii Radomle. Z jednej strony sąsiadem był Niemiec Wreida Edward a z drugiej strony też Niemiec Cedel Gustaw. Za nim dalej mieszkał Antoni Donajski, potem Konstanty Donajski syn Michała z rodziną, wspomina Jadwiga Gołko.
więcej

RADOMLE
WSPOMNIENIA JANINY GRUSZKA Z D. RACZYŃSKA

Radowicze to najwspanialsza miejscowość
Wojna i okupacja
Radomle 25 grudnia 1943 r.
Napad Niemców na Zasmyki

[...] Pogrzeb - siedem trumien, dwie córki moich rodziców:
Wanda
Szewczyk-Raczyńska z 1922 r. 21 lat,
Czesława Raczyńska z
1930 roku - trzynaście lat,
Helena Wałęga - 40 lat,
Józefa Wałęga
- szesnaście lat,
Antoni Wałęga - osiem lat,
Stefania Wałęga -
dziesięć lat,
oraz Krystyna Dobrowolska moja druga babcia. Są to

ofiary mojej rodziny, pozbawionych życia przez rozszalałych
bandytów ukraińskich w dniu 25 grudnia 1943 roku, w Radomlu na Wołyniu.
WIELKANOC SANITARIUSZKI
fragment wspomnień
Sanitariuszka „Kicia”
(Kazimiera Błaszczak Lewenda)
Sanitariuszka „Karmen”

(Maria Spasowska)
Zasmycki szpital

Złożyłam przysięgę wiosną 1943 roku. W połowie stycznia
1944 r. pada rozkaz o koncentracji oddziałów partyzanckich. Ja i
dwie koleżanki Maria Ilczuk „Maczek” i Regina Borys „Rena” –
meldujemy się na placówce we wsi Zasmyki leżącej 15 km od
Kowla – głównej bazie samoobrony i punktem kontaktowym dla
przybywających oddziałów – u por. „Znicza” (H.Nadratowski).
Przybieram pseudonim „Kicia” i od tego dnia pełnię pierwszy
dyżur w szpitalu mieszczącym się w szkole zasmyckiej. I od 16
stycznia 1944 roku zostałam sanitariuszką 27 Wołyńskiej Dywizji
Piechoty AK.   więcej

ZASMYKI,  RADOMLE WE WSPOMNIENIACH

Leon Karłowicz
MŁODZI BOHATEROWIE
- Leon Karłowicz
- Feliks Budzisz
- Olgierd Kowalski
- Adam Peretiatkowicz

Na podstawie wspomnień Wali Cyganowej, Władzi Ruczkowskiej i Moniki oraz jej męża Stanisława Nowickiego
[...] Późniejsza relacja sióstr Wacka - Wali Cyganowej i Władzi Ruczkowskiej i najstarszej Moniki oraz jej męża Stanisława Nowickiego, świetnego nauczyciela i kierownika szkoły w Janówce w latach trzydziestych, malują taki oto obraz zmagań Wacka z zastępami wrogów. Relacje te nie odzwierciedlają całego dramatyzmu napadu, walki i zagłady wsi, ale pozwalają przynajmniej w najogólniejszych zarysach odtworzyć przebieg nierównego pojedynku żołnierza z hordą napastników.
Wyczerpani całonocnym czuwaniem zaczęli zbierać się do powrotu do domów. Łudzili się, że banderowcy nie dokonają napadu w jasny dzień. Gdy więc zrobiło się prawie widno chłopcy zwinęli warty i zostawiwszy po jednym czuwającym z każdej strony wsi, udali się na odpoczynek, przekonani, że teraz już nic nikomu nie grozi.
Nie zdążyli jeszcze przyłożyć głów do poduszek, by choć z godzinkę zdrzemnąć się, gdy na dworze tuż, blisko, padły pierwsze strzały... więcej
Tadeusz Świder „Okruchy wspomnień”

(…) Przedstawię co ja wiem o napadzie na Radomle i o rannym Józefie Malinowskim. 25 grudnia 1943 roku był to pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Zima w pełni, poranek mglisty, mróz około 5-10 stopni, śniegu może do 20 cm. Ledwo zrobiło się widno, poderwano nas mieszkańców Lublatyna alarmem, że jest napad na Radomle, skąd było słychać pojedyncze strzały i serie z broni maszynowej. Odległość od Lublatyna do Radomla była niewielka, może 1,5 km, a sam Lublatyn to kolonia 31 numerów rozmieszczonych wzdłuż drogi po obu stronach o długości około 1,5 km. Na wschód od Lublatyna leżała Radomla, na południe była duża wieś Zadyby, której chutory częściowo graniczyły z Lublatynem. Przez Zadyby przepływała rzeka Turia. Od północy mieliśmy las, a na wschód od lasu zaczynały się chutory ukraińskiej wsi Białaszów, do której mieliśmy ponad 3 km. Pola jej graniczyły z Lublatynem i z Radomlem i siegały aż cmentarza w Zasmykach. W okresie zagrożenia ze strony Ukraińców, Polacy nie jeździli przez Białaszów traktem z Zasmyk do Kowla. Łączność między Zasmykami i Kowlem odbywała się przez Janówkę, Radomle, Lublatyn i Zieloną.    więcej

WSPOMNIENIA JANA JAKUBIAK

Z KOLONII HIRKI, GM. TURZYSK, POW. KOWEL NA WOŁYNIU 1939 - 1944

Opracował: Sławomir Tomasz Roch
[...] W drugiej połowie grudnia 1943 r. rozpoczęła się mała tajna mobilizacja do oddziałów partyzanckich. Około 20 grudnia 1943 r. wieczorem podzieliłem się opłatkiem z rodziną i nocą w grupie około 10 chłopców z przewodnikiem poszedłem do lasu. Trasa wiodła przez wieś Zielona do wsi Zasmyki. Działała tam prężnie samoobrona i powstawały oddziały partyzanckie. Znalazłem się w oddziale partyzanckim „Jastrzębia”. Dowódcami OP byli najczęściej oficerowie rezerwy, a byli też oficerowie „Cichociemni”, którzy szkoleni byli w Anglii. Posiadali spore doświadczenie i umiejętności w sabotażu i dywersji. Ze sztuką wojenną zapoznawali nas podoficerowie, prowadzili z nami intensywne szkolenia. Ja znalazłem się w plutonie artylerii. Zajęcia były wyłącznie teoretyczne. Brak było nie tylko armat, ale nawet i karabinów. Z trudem udawało się dozbroić nowo przybyłych partyzantów. Byliśmy wyposażeni w b. różną broń: t.j. karabiny polskie i niemieckie „Mansor”, karabiny sowieckie, węgierskie, włoskie, francuskie. Były wielkie trudności w zaopatrzenia w amunicję, właściwą do tych karabinów. Ja miałem karabin niemiecki z końca XIX w., pasowała do niego amunicja typu „Mansor”. Pamiętnym dniem w moim życiu partyzanckim był dzień 16. 01. 1944 r.  W tym dniu na polanie przy wsi Suszybaba, w zimowy słoneczny i mroźny dzień, stanął na białym śniegu Ołtarz Polowy. Na przeciw w czworoboku 300 nowych partyzantów, gotowych do złożenia przysięgi wojskowej. Wypowiadane słowa przysięgi wojskowej ścisnęły za gardło, a łzy z oczu popłynęły przy śpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego: „Jeszcze Polska nie zginęła....” Tego hymnu, którego nie można nam było śpiewać przez ostatnich kilka lat. Wyzwoliło się we mnie, tak wielkie uczucie radości, że do dziś nie sposób tego zapomnieć. [...]     więcej
WSPOMNIENIA
ANTONIEGO MARIAŃSKIEGO
Opracował: Marek A. Koprowsk
WSPOMNIENIA
JANINY WÓJCIK

ZASMYKI

Z polską konspiracją Antoni Mariański  zetknął się stosunkowo późno. Owszem, dochodziły do niego jakieś strzępy informacji, że coś gdzieś się tworzy, ale nic konkretnego nie wiedział. Pierwszych uzbrojonych członków konspiracji zobaczył latem 1943 r.
Oddziałek z nich złożony przyszedł do Zasmyk z Radowicz, miejscowości odległej o 10 km – wspomina. Witano go entuzjastycznie, bo już dochodziły do nas informacje o mordach popełnianych na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich. Właśnie w tych  Radowiczach w kwietniu 1943 r. zamordowali oni podstępnie wyprowadzonych w nocy Marcelego Leśniewskiego i dwóch jego dorosłych synów Eugeniusza i Antoniego. Polacy początkowo nie chcieli wierzyć, że jest to ponura zapowiedź strasznych rzezi. Zabójstwo Leśniewskich byli skłonni uznać za jakieś osobiste porachunki. W głowach nie mieściło się nam jeszcze, że ukraiński sąsiad może przyjść zarżnąć polskiego sąsiada, choć jak sobie przypominam mord na Leśniewskich nie był pierwszym mordem popełnionym w okolicach Zasmyk.   więcej

- Mord w Aleksandrówce
- Życzliwa sąsiadka-"Ty, polska   mordo, jeszcze żyjesz"!
- Ukrainiec Harasym Łukajczuk   mój wybawca
 RELACJA LEOKADII SKOWROŃSKIEJ
Z ALEKSANDRÓWKI

[...] Po tygodniu, w niedziele czy poniedziałek – nie pamiętam dokładnie – usłyszałam we wsi jakieś odgłosy. Po chwili rozpoznałam głos Ukrainki – Ulany Sidor, naszej sąsiadki, z którą rodzice moi dobrze żyli, a ja nawet nazywałam "ciocią". Głodna i obolała odważyłam się pójść do niej, ale nie mogłam stanąć na zranioną nogę, która mocno spuchła i bardzo mnie bolała. Z trudem doczołgałam się na pobliskie podwórze, na którym była owa "ciocia" i ze łzami w oczach zaczęłam ja prosić o kawałek chleba. Ona groźnie popatrzyła na mnie i z nienawiścią w oczach na cały głos wyrzuciła z siebie: Ty, polska mordo, jeszcze żyjesz!? Następnie chwyciła za stojącą przy ścianie motykę. Ze strachu nie czułam bólu okaleczonej nogi, tylko poderwałam się i zaczęłam uciekać. Mściwa Ukrainka, goniąc za mną, zgubiła mój ślad. Chyba myślała, że uciekłam na drogę, a ja, klucząc między zabudowaniami, powróciłam do swojej kryjówki w zbożu pod miedzą...          więcej
MOJA OSTATNIA NOC W LIPNIKACH
EWELINA HAJDAMOWICZ Z D. BAGIŃSKA

[...] Zawróciłyśmy z powrotem. Buchnęły wystrzały. Na szczęście niecelne. Biegnąc pochylone wpadłyśmy do dużego rowu, który prowadził od wsi do tego jaru. W rowie było pełno ludzi, a na jego krawędziach usadowiło się trzech banderowców z jednej strony i dwóch z drugiej. Zaczęli strzelać do kotłujących się tam ludzi. Potem wrzucali granaty. Widziałam, jak drgały w konwulsjach ciała dzieci i kobiet rażonych odłamkami i kulami...

Wyjazd części polskich rodzin do Zasmyk. Wieści o mordach ukraińskich w Kisielinie i Dominopolu. Mord w Wierzbicznie. Napad Ukraińców - zamordowanie Wiśniewskich - ucieczka do Zasmyk. Wyjazdy po żywność do Radowicz -  napad i szczęśliwa ucieczka. Front - zagrożenie ukraińskie - wyjazd za Bug.
Za Bugiem - los wołyńskich uciekinierów
WSPOMNIENIA SABINY KICIŃSKIEJ zd. KULESZA
Z RADOWICZ POWIAT KOWEL

[...] W pewnym momencie zobaczyliśmy jak od lasu pędzi zgraja „rezunów”. Z krzykiem wpadliśmy na podwórze, że Ukraińcy lecą. Wskoczyliśmy na wozy i co koń wyskoczy zaczęliśmy uciekać. Ilu ich było – nie wiem dokładnie. Ale widziałam, że lecieli tyralierą w odległości około 100 metrów i strzelali do nas z karabinów. Jechaliśmy równolegle do tyraliery bo tak biegła droga, a potem zakręt, myślałam aby do zakrętu to będziemy się od nich oddalać. Wtedy widzę, że naprzeciw nas leci dwóch „rezunów”. Okropne myśli biegną mi po głowie, już nas mają. Proszę mi wierzyć, pomimo, że byłam dzieckiem, śmierci się nie bałam – bałam się okropnie ażeby nas żywych nie złapali, bo wiedziałam co robią z Polakami jak żywy im w ręce wpadnie. Jeden z „rezunów” już chciał złapać za lejce, ale wujek raptownie skręcił w bok. Drugi widząc, że uciekniemy – rzucił granat w naszą stronę, lecz granat rozerwał się za wozem nie czyniąc nam krzywdy. Zaczęli też strzelać za nami, ale wszystkie kule były niecelne.         więcej

Źródło: http://www.pamiec-nadzieja.org.pl/pin1/articles.php?article_id=32

Wspomina Wacław Gąsiorowski
fragment wspomnień opublikowanych na portalu kresy.pl
/Zasmyki, Budki Ossowskie/
"Nad ranem zostaliśmy obudzeni przez hałas na dworze. Okazało się, że Ukraińcy otoczyli wieś i zaczynają łapać i zbierać Polaków. Wyciągnęli nas na podwórko. Mamusia nie mogła uciekać. Postanowiłem z nią zostać. Jeden z Ukraińców trzymał mnie za rękę, a trzech położyło matkę na ziemi i zaczęło ją przeżynać! Jak bluznęła krew, mama krzyknęła - Wacek uciekaj! - Wyrwałem się tym bandziorom i zacząłem uciekać. Strzelali za mną, ale nie trafili. Twarze ukraińskich morderców , którzy przeżynali mamę piłą, zapamiętałem na całe życie! Wciąż w moich uszach rozbrzmiewa krzyk mordowanej matki. Niektórych ze zbirów zadających jej śmierć w męczarniach rozpoznałem. Jeden z nich Iwan Rybczuk żyje jeszcze i mieszka w Gruszówce. To on przeżynał matkę piłą. Po wojnie wpadł w łapy NKWD i odsiedział w łagrze 15 lat. Teraz jest kombatantem i chodzi w aurze bohatera walczącego o wolność Ukrainy. Ma pewnie wiele odznaczeń i dodatek kombatancki. Ja wtedy przez las uciekłem do Zasmyk. Po jakimś czasie wstąpiłem do oddziału samoobrony".              więcej

Wspomina Joanna Zamościńska-Kucałowa ps. "Bronka"
źródło: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/bronka-u-jastrzebia
- Gdy do Zasmyk przybył por. „Jastrząb”, czyli Władysław Czermiński, to też zamieszkał u nas i zaczął tworzyć oddział, do którego ściągała młodzież z całej okolicy. Później po jakichś dwóch miesiącach, w trakcie których odbywał ćwiczenia polowe, zaczął przenosić się do innych miejscowości. Krążył po prostu po całej okolicy. Ja też złożyłam przysięgę, otrzymałam pseudonim „Bronka”. Obydwie z Antoniną Leśniewską pseudonim „Wierna” , której ojca i braci zamordowali Ukraińcy, także łączniczką, jeździłyśmy do Kowla po broń, lekarstwa i inne zaopatrzenie, a także meldunki. Później, jak się zaczęła mobilizacja dywizji, przewoziliśmy z Kowla także ludzi. Jeździłyśmy z Tośką furą. Miałyśmy bardzo dużo szczęścia, bo nas nigdy Niemcy nie złapali.    więcej

Tragiczne losy rodzeństwa Ireny i Antoniego Łobaczewskich, opisują jednocześnie losy tysięcy Polaków zagarniętych przez Sowietów w wyniku agresji na Polskę 17 września 1939 roku. Od tego dnia wszystko stało się koszmarem. 

Rodzina ziemiańska od pokoleń mieszkająca na Wołyniu, tylko za to, że została uznana za kułacką doznała tak wielu cierpień. Ojciec Ireny i Antoniego Bolesław Łobaczewski właściciel majątku Drozdnie w powiecie kowelskim i mąż Amelii z Gissyngów pochodzącej z Zasmyk został w 1939 roku aresztowany przez NKWD w Drozdniach. Skrępowany drutem kolczastym wystawiony na widok publiczny, by pokazać jak nowa władza traktuje kułaków. Według przekazu rodzinnego został zakatowany w swoim majątku na śmierć. Według dokumentów Ośrodka Karta t.zw. Ukraińskiej listy katyńskiej wynika, że zmarł w 1940 r. Pozostałych członków rodziny: Amelię i jej dzieci Irenę, Sabinę i Antoniego w 1940 roku wywieziono do Kazachstanu. Żadne z nich z tej zsyłki do ojczyzny nie wróciło. Amelia i Sabina zmarły w 1942 r. w Kazachstanie. Sieroty Irena i Antoni miały dużo szczęścia, wydostali się z nieludzkiej ziemi z Armią gen. Andersa do Iranu. Irena trafiła do domu dziecka w Pahiatau w Nowej Zelandii, Antoni wcielony do II Korpusu Polskiego, walczył we Włoszech i trafił do Wielkiej Brytanii.  więcej


Wspomnienia byłych mieszkańców powiatów
włodzimierskiego i horochowskiego

Do prezentowanych niżej wspomnień byłych mieszkańców wsi i kolonii powiatów włodzimierskiego i horochowskiego
 wprowadza
notatka z 21 IX 1943 r.  "Wypadki na Wołyniu w powiecie włodzimierskim"  z Archiwum Akt Nowych, Armia Krajowa, sygn. 203/XV/42, k. 7-10/.
Podsumowaniem jest  opracowanie Sławomira Tomasza Rocha "Ziemia wołyńska w dobie wielkiej próby 1939 - 1944"

Fragment zeznania przed sądem dowódcy Okręgu Wojskowego UPA "Turiw" Jurija Stelmaszczuka ps. "Rudyj": "Robiliśmy to w następujący sposób: po spędzeniu całej ludności polskiej w jedno miejsce, okrążaliśmy ją i rozpoczynaliśmy rzeź. Kiedy już nie pozostał ani jeden żywy człowiek, kopaliśmy wielkie doły, zrzucaliśmy tam wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią oraz, żeby ukryć ślady tego strasznego grobu, paliliśmy na nim wielkie ogniska i szliśmy dalej. Tak przechodziliśmy od wsi do wsi".
WYKAZ STRAT W POWIECIE WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI W LATACH 1939-1946
WYKAZ STRAT W POWIECIE HOROCHÓW W LATACH 1939-1946.

Meldunek dowódcy kurenia "Łysoho" o pogromie dokonanym w Ziemlicy pow. Włodzimierz:                                             "(...) Do wsi Mosur spędzono wszystkich mieszkańców okolicznych miejscowości z toporami i widłami, którym "druże" Zuch wyjaśnił, że pod przewodnictwem jego uzbrojonego oddziału pójdą do wsi Ziemłica, aby rozprawić się z Polakami, i wymagał od nich, żeby byli bezlitośni wobec wszystkich, kogo zastaną w tej miejscowości. W nocy okrążono wieś, a o świcie zebrali wszystkich mieszkańców w centrum wsi. Starców, dzieci i chorych, którzy nie mogli samodzielnie poruszać się, zabijali na miejscu i wrzucali do studni. Spędzonym do centrum kazali kopać dla siebie groby, a następnie przystąpili do ich zabijania przez uderzenie siekierą w głowę. Tego, kto próbował uciekać, zabijali z broni. Wszyscy mieszkańcy wsi Ziemlica zostali zlikwidowani, mienie zabrano dla UPA, budynki spalono..."


Wypadki na Wołyniu w powiecie włodzimierskim.    
21 września 1943 r.
 
z Archiwum Akt Nowych, Armia Krajowa, sygn. 203/XV/42, k. 7-10/.

/Fragmenty/

”Wrogie nastawienie ludności ukraińskiej do Polaków dało się wyczuć od pierwszych dni wojny […]
[…] W marcu 1943 r. powstały bojówki O.U.N. Rekrutujące się z tajnej milicji ukr. Zadaniem ich było wyniszczenie resztek inteligencji polskiej po wsiach i miastach. Rozpoczęły się morderstwa w marcu, przeważnie zarządców majątków t. zw. Stats gut, leśniczych, nauczycieli i urzędników polskich. Nie wolno pominąć faktu, że władze niemieckie w roku 1942 w dniach od 11 do 16 czerwca dały przyzwolenie milicji ukraińskiej strzelać Polaków, którzy przychodzą z innych rejonów na Wołyń. W ciągu tych czterech dni ukraińska milicja z posterunku Poryck zastrzeliła tylko w jednej wiosce Samowola koło Porycka 12 Polaków w tym 6 kolejarzy ze Lwowa, którzy w tym czasie przychodzili kupować chleb na Wołyń. Obdarto z nich odzież i zakopano w lesie niedaleko leśniczówki. Na kolonii Wygranka, Romanówka i Karczunek milicja ukraińska z posterunku Iwanicze również zastrzeliła przeszło 20 Polaków z Galicji, którzy przychodzili na Wołyń za chlebem. […]
[…] W nocy z 18 na 19 marca 1943 r. prawie we wszystkich okolicznych wioskach i miasteczkach pomordowano wiele osób rekrutujących się z inteligencji.
We wsi Lachów pow. Włodzimierz został zamordowany leśniczy p. Dołhmut por. W. P. i zarządca majątku p. Berhat. […]
[…] Wieś Zabłoćce – zarządca majątku Jan Figiel i organista parafii rzym – kat. Józef Łebkowski dostali po kilkanaście kłuć nożem, oczy im powyjmowano, paznokcie z rąk i członki poodrzynano, obaj związani drutem kolczastym.[...]
[…] Kolonia Nowiny – rodzina Baranów, ojca i dwóch synów zastrzelono jednej nocy. Wieś Zdżary – nauczyciel Kazimierz Medarski zastrzelony 8 – ma kulami. Wieś Zahorów – nauczyciel wraz z żoną i dwojgiem dzieci wrzucony do głębokiej studni, skąd zwłoki do dziś dnia nie są wydobyte. Miasteczko Poryck – 7 osób /6 – ciu mężczyzn i jedna kobieta/ wyprowadzono do lasu i   postrzelano. […]

[…] W nocy na 20 marca milicja ukraińska opuściła swe posterunki i wraz z całym ekwipunkiem i bronią, w którą zaopatrzyły ich władze niemieckie wyjechała do lasów werbując sobie do pomocy podobnych im chłopów. Od tegoż dnia ta milicja która stanowiła organ bezpieczeństwa zamieniła się w wielką bandę.[...]
[…] W nocy 24 na 25 maja b.r. na terenie pow. włodzimierskiego ukraińskie bandy spaliły doszczętnie wszystkie dwory i folwarki, […]
[…] Charakterystycznym był fakt, że przed masowym morderstwem Polaków w pierwszych dniach lipca Niemcy opuścili swe posterunki po wsiach i miasteczkach.[...]
[…] Na dwie polskie kolonie Gurów i Wygrankę położone w południowej części pow. włodzimierskiego szli chłopi ze Zdżar, Iwaniec i Romanówki, z północy z Myszowa, z zachodu z Zabłociec i Bielicz. O godz. 2 min. 30 po północy w dniu 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się rzeź. Karzdy dom polski okrążyło nie mniej jak 30- 50 chłopów z tępym narzędziem i dwóch z bronią palną. Kazali otworzyć drzwi, albo w razie odmowy rąbali drzwi. Rzucali do wnętrza domów ręczne granaty, rąbali ludność siekierami, kłuli widłami, a kto uciekał strzelali doń z karabinów maszynowych. Niektórzy ranni męczyli się po 2 lub 3 dni zanim skonali, inni ranni zdołali resztkami sił dotrzeć do granicy powiatu sokalskiego. Od godz. 2 min. 30 do godz. 11 – tej przed południem były doszczętnie wymordowane położone w pobliżu siebie następujące kolonie polskie: Nowiny, Gurów Duży, Gurów Mały, Wygranka, Zygmuntówka i Witoldówka. Zginęło tam straszną śmiercią ponad 1000 osób. Po morderstwie zaraz po południu tegoż dnia nastąpił rabunek.[...]
[…] We wsi Zabłoćce został zamordowany o godz. 9 – tej rano ksiądz proboszcz ś.p. Józef Aleksandrowicz. Zginął on śmiercią męczeńską. Prócz niego zginęli: służąca jego – staruszka, organista, około 30 osób służby folwarcznej, 8 osób rodziny Serwatowskich, rodziny Kalinowskich, Puszczałowskich, Sadowskich i in. razem około 35 osób.
Kolonia Zdżary – w tym czasie zginęły rodziny Drozdów /8 osób/, Skrzypaczów /8 os./, Bieleckich /5 osób/i wiele pojedynczych – razem około 30 osób.
Kolonia Orzeszyn – licząca 367 osób, zamordowano 306, uciec zdołało 61 osób.

Brzęk szyb, w oknie zobaczyliśmy widły i siekiery
Tułaczy los wołyńskich rodzin
Twarzą w twarz ze zbrodniarzem
Siekiernicy z Gnojna i Kohylna rąbali o świcie
WSPOMNIENIA WIKTORII BAUMGART
Z D. SOBOLEWSKA Z KOLONII TERESIN, POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU
1938 - 1944

Opracował Sławomir Tomasz Roch
Znów jak bumerang powraca do nas wszystkich w polskich mediach temat przebaczania. Naturalnie nie jest łatwo być, jak ten bochenek chleba św. Brata Alberta, który każdy może podjąć i ukroić z niego, tyle ile zechce. A jednak z tego aktu każdorazowo, rodzi się taka moc miłości, taka więź solidarności, że żadne pęta ni kazamaty, wstrzymać nas w tej żmudnej drodze nie mogą. Kiedy przebaczam, lecz nie wiem za co, jestem głupcem i na moich ustach jest fałsz, lecz kiedy wiem za co mam przebaczyć i czynię to, wzrastam i staję się synem dobrego Ojca. Wspomnienia pani Wiktorii Baumgart z d. Sobolewska z kolonii Teresin na Wołyniu są wymiernym przykładem ofiary z samego siebie, by przebaczyć i pozostać na tej dobrej drodze, by po tak wielu doświadczeniach, pozostać człowiekiem. Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają Kresowianie.
Sławomir Tomasz Roch

------------------------------------------------
Potem zaczął opowiadać, jak on sam /Jan Grzybowski dop.WD/, jego syn Mikołaj Grzybowski i inni Ukraińcy, których nazwisk jednak już nie pamiętam, jak mordowali moich rodziców, rodzeństwo i innych Polaków na Teresinie. Opowiadał mi to wszystko, młodej bardzo wówczas dziewczynie. Mówił mi twarzą w twarz tak: „Byliśmy pijani, mieliśmy broń oraz siekiery i widły, strzelaliśmy tylko jeśli ktoś uciekał. Gdy przyszliśmy pod dom Sobolewskich, pod twój dom stukaliśmy, by nam otworzono drzwi. Otworzył twój ojciec, miał na rękach twego małego braciszka. Z miejsca zaczeliśmy bić twego ojca i zmusiliśmy go, by szedł z nami do miejsca, gdzie była studnia Krakowiaka. Po drodze ojciec twój był bity, a potem żywcem jeszcze wrzucony do tej studni. Młodszą twoją siostrę wywlekli z domu za nogi i ręce w stronę ogródka, tam odrąbali jej ręce i nogi i tam właśnie skonała w wielkich mękach. Mamę twoją także bili i gnali również do ogródka, tam ją zamordowali, a strasznie krzyczała. Witola rąbnęli siekierą w głowę jeszcze w chacie.   
więcej
Nieuchronnie narastał w nas lęk i groza
Bolesna karta naszej rodziny
Okrutny mord na Zastawiu
W szeregach 27 WDP AK
WSPOMNIENIA CZESŁAWY ROCH
Z D. RUSIECKA Z KOLONII TERESIN W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1940 – 1946
Opracował Sławomir Tomasz Roch


[...] Nasza udana ucieczka nie była ewenementem bowiem wielu ludzi, tak jak my uciekło do miasta. Ale już po kilku dniach na ulicach miasta pojawili się Ukraińcy, którzy spotkawszy naszych Teresiaków i nie tylko, namawiali gorąco aby wracać do swoich domów. Argumentowali słusznie, że tam wszystko zostało, cały dorobek życia, wszystko do życia jest, a tu w mieście głód panuje. Oczywiście zapewniali, że nic nikomu się nie stanie, mówili tak: „Zgineli tylko ci co byli winni wykroczeń. A ludzie uczciwi mogą spokojnie wracać na swoje i niczego się nie obawiać. Trzeba zbierać zboże, żniwa za pasem!” Kilka rodzin uwierzyło tej propagandzie i wrócili na naszą kolonię, w tym rodzina Topolanków. I rzeczywiście przez pewien czas było tam cicho i spokojnie, wszystko zebrali, zboże zwieźli. Niestety Ukraińcy jakby tylko na to czekali: „zrobił murzyn swoje, można mu teraz żebra siekierą policzyć.” Jednego, kolejnego ranka miał miejsce brutalny pogrom resztek ludności polskiej Teresina. Zginęło wielu naszych sąsiadów, choć niektórzy się uratowali i właśnie te niedobitki, różnymi drogami docierały w ciągu kilku następnych dni do miasta, informując wszem i wobec, co się wydarzyło na Teresinie. To było straszne, jeszcze dziś bardzo to wszystko przeżywam i muszę czynić wielkie wysiłki, aby się przemóc i spokojnie o tym opowiadać. [...]

więcej
- Swojczowskie radosne odpusty
- Mord w Teresinie
- Losy rodziny Gdyrów i    Jaroszyńskich z Teresina we  wspomnieniach Celiny Wenena
WSPOMNIENIA HELENY WÓJTOWICZ
Z D. KARBOWIAK Z OSADY BUDKI KOHYLEŃSKIE W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1930 – 1944

Opracował Sławomir Tomasz Roch


„[...] jak zwykle dyskutowaliśmy o tej niełatwej, naszej sytuacji i pamiętam z tamtych dni, następującą historię, którą opowiadali, albo moi rodzice, może rodzeństwo, a może jeden z naszych gości, w każdym razie, było to tak: „W każdej wsi ukraińskiej, gdzie była wdowa, otrzymała polecenie, aby upiec siedem chlebów, a następnie roznieść do siedmiu wiosek, do domów, gdzie także mieszkały ukraińskie wdowy, a one znowu piekły i roznosiły dalej tak samo, jak te pierwsze. Potem zrodziło się w naszej polskiej społeczności słynne powiedzenie: ‘Gdzie piekli, tam siekli!'". W opinii mojej rodziny, to roznoszenie pieczonych bochenków chleba, było znakiem rozpoznawczym do mordowania polskiej ludności, zresztą nie tylko my tak sądziliśmy, ale ogół naszych wołyńskich rodaków. [...]" Helena Wójtowicz ps. „Dama"

Nazywam się Helena Wójtowicz z d. Karbowiak, mam 79 lat, mieszkam w mieście Nowa Sól, przy ul. Ludwika Waryńskiego 4/9, powiat Nowa Sól, woj. Lubuskie. Urodziłam się 04 kwietnia 1925 r. we wsi Barbarówka w pow. Włodzimierz Wołyński. Mój tatuś miał na imię Władysław Karbowiak, jego rodzice to Seweryn i Teofila z d. Grzegorczyk. Moi rodzice przyjechali na Wołyń w roku 1921, bowiem mój tatuś był Legionistą i walczył pod rozkazami Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Za zasługi poczynione dla Ojczyzny, został zaliczony do grupy wyróżnionej przez nadania ziemskie i tak właśnie, moi rodzice trafili na Wołyń.

 więcej
- Porwanie mjr. Biesiadowskiego
- Ucieczka z Sierakówki
- Zagłada Turii
- Mord we wsi Ewin
- Na Bielinie

WSPOMNIENIA CZESŁAWA ALBINGIER



Opracował Sławomir Tomasz Roch

Nazywam się Czesław Albingier, mam 71 lat, mieszkam we wsi Zarudzie 10, gm. Nielisz, powiat Zamość. Urodziłem się 09. 01. 1931 r. we wsi Sierakówka, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Moi rodzice to Jan Albingier i Jadwiga z domu Kaliniak. Rodzice mojego taty to Michał, a jego żona, moja babcia miała na imię chyba Anna. Dokładnie nie pamiętam, wiem jednak że podobno zmarła, gdy była jeszcze młoda. Mój dziadzio Michał przeżył II wojnę światową i został pochowany gdzieś w hrubieszowskiem, bądź chełmskiem. Jako jeszcze mały chłopczyk jeździłem z rodzicami, wozem zaprzęgniętym w konie do Swojczowa, najczęściej na ważniejsze święta. Jeździliśmy tam do mojego dziadzia i babci  o nazwisku Kaliniak. więcej

- Porwanie mjr.  Biesiadowskiego
- Mord w Turii
- Ucieczka z Sierakówki
- Samoobrona na             Bielinie

WSPOMNIENIA WACŁAWY ROCH Z D. ALBINGIER ZE WSI SIERAKÓWKA NA WOŁYNIU

Opracował Sławomir Tomasz Roch
Nazywam się Wacława Roch z domu Albingier, mam 75 lat, mieszkam przy ulicy Wojska Polskiego 13 w Zamościu, woj. Lubelskie. Urodziłam się 16 maja 1927 r. we wsi Sierakówka, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Mój tato miał na imię Jan Albingier, a mama Jadwiga z domu Kaliniak. Mama mieszkała we wsi Władysławówka, a pierwszą komunię świętą przyjęła we wsi Kalinówka, gm. Werba. Mama miała rodzonego brata Piotra Kaliniak, który mieszkał w miejscowości Ewin, pamiętam że jako mała jeszcze dziewczynka, jeździłam tam niekiedy w gości. Raz kiedyś znów wybrałam się do nich, a to był już czas wojenny. Po drodze mijałam rozbite czołgi ruskie, które stały w polu wśród zbóż. Jeszcze dziś stoją przed oczyma ciała pobitych żołnierzy, jeszcze zupełnie świeże i nie dotknięte rozkładem. Widać było wyraźnie, że front dopiero co się przez te pola przewalił. więcej

WSPOMNIENIA MARII ROCH Z D. TYMOCZKO
ZE WSI LUDMIŁPOL W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1935 - 1944

Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r. e-mail: rycerzniebieski@wp.pl

Nazywam się Maria Roch mam 80 lat, mieszkam na kolonii Siedliska, gm Zamość, powiat Zamość, woj. Lubelskie. Urodziłam się 25 marca 1923 r. we wsi Ludków, powiat Jarosław w województwie Rzeszowskim. Na Wołyń moja rodzina przyjechała w 1932 r. i osiedliła się we wsi polsko-ukraińskiej Ludmiłpol, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński, woj. Wołyńskie. Mój tato Filip Tymoczko kupił dużą gospodarkę po rodzinie niemieckiej, która wyjechała w inne miejsce, gdzieś do Niemiec. Gospodarka była duża, mieliśmy swój dom, oborę i stodołę oraz prawie 15 ha ziemi ornej. Na tamte czasy taki majątek kosztował około 30 tyś. zł. Warto przy tym pamiętać, że w tamtych czasach jedna, dobra przy tym krowa kosztowała 300 zł., były więc to, bardzo duże pieniądze. Tato zarobił je ciężką, uczciwą pracą we wcześniejszych latach, gdy był dwukrotnie w pracy w Stanach Zjednoczonych Ameryki. To była dla nas duża zmiana, w Ludkowie, koło Jarosława mieliśmy nieduży domek oraz zaledwie kilka ha ziemi ornej. więcej
- Mord w Rudni
- Zamordowanie  rodziny Józefa  Gaczyńskiego

WSPOMNIENIA LEOKADII PAWŁOWICZ Z D. GACZYŃSKA ZE WSI MOHYLNO GM. WERBA 

POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI

Opracował Sławomir Tomasz Roch

Nazywam się Leokadia Pawłowicz z d. Gaczyńska. Urodziłam się 26 lutego 1932 r. w Mohylnie, gm Werba, pow. Włodzimierz Wołyński na Wołyniu. Moi rodzice to Piotr Gaczyński i Jadwiga Gaczyńska z d. Skibińska, prowadzili w Mohylnie swoje własne gospodarstwo. Miałam dwóch starszych braci: Bolesława z roku 1920 i Edwarda z roku 1924. Nasza wieś należała do katolickiej parafii pw. Narodzenia NMP w Swojczowie, w której w murowanej, pięknej świątyni dużym, pobożnym kultem cieszył się wizerunek Matki Bożej Śnieżnej, zwanej Swojczowską.Wkrótce po moim urodzeniu, niecały rok zmarła moja mama Jadwiga i ojciec ponownie się ożenił, tym razem z Leokadią z d. Traczuk. Z tego związku przyszło na świat dwoje dzieci: Danuta i Hieronim. Kiedy ojciec ożenił się ponownie, mnie na wychowanie wziął brat ojca Łukasz Gaczyński z żoną Antoniną. Mieli oni także kilkoro własnych dzieci. Niekiedy przebywałam też u swojej babci ze strony mamy Marii Skibińskiej na Rudni, parafia Kisielin. Babcia moja mieszkała ze swoim synem Mieczysławem, bratem mojej matki oraz synową i ich kilkunastoletnią córką Jadwigą.
więcej

- Masakra w  Chrynowie
- Ucieczka z kol.  Bolesławówka
- Partyzantka w  Bielinie

Masakra wiernych w kaplicy w Chrynowie

Wspomnienia Wiesławy Danuty Nowackiej i relacja Zygmunta Abramowskiego

Opracował Sławomir Tomasz Roch
[...] Ksiądz rozpoczął sumę. Ja z moim kolegą Jankiem Żebrowskim, stanęliśmy za drzwiami kaplicy, które otwierały się do wewnątrz. W kaplicy, razem z ludnością zawróconą z poprzedniej mszy świętej, było około 200 osób, przeważnie kobiet i dzieci. Po podniesieniu zauważyłem, stojąc obok drzwi, podejrzany ruch. Zobaczyłem, że kilku banderowców ustawiło ręczny karabin maszynowy typu Diechtiarewa i poczęli strzelać do ludzi seriami i z pojedyńczych karabinów; rzucono również dwa granaty, które jednak nie wybuchły. Schowałem się z kolegą za grube drzwi kapliczne. W świątyni zaś zaczął się popłoch i wrzask rannych. Ludzie zaczęli uciekać drzwiami bocznymi obok zakrystii i chóru. Kaplica jednak była otoczona szczelnie i bez przerwy rozlegały się strzały. W świątyni, bez przerwy ostrzeliwanej z rkm-u i broni pojedyńczej, trwał krzyk, jęki i rodzierający uszy wrzask dzieci. Ksiądz od ołtarza, w szatach liturgicznych, wraz z innymi kobietami uciekał przez zakrystię, ale na zewnątrz wszyscy zostali zabici. Ojciec mój, który był organistą, uciekał z ludźmi przez drzwi przy chórze. Banderowski bandyta podbiegł i czterokrotnie strzelał do ojca, na szczęście był to niewypał i ojciec zdołał uciec. więcej
- Mord i ucieczka z  kol. Jesionówka

WSPOMNIENIA LEOKADII MICHALUK

Z D. POŁUDNIEWSKA Z KOLONII JASIONÓWKA W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1935 – 1944


Opracował Sławomir Tomasz Roch

Nazywam się Leokadia Michaluk mam 78 lat, mieszkam we wsi Gdeszyn nr 45, gm Miączyn, powiat Zamość, woj. Lubelskie. Urodziłam się 12 grudnia 1926 r. w kolonii polskiej Zagatka, gm Werba, powiat Włodzimierz Wołyński, w rodzinie polskiej, rzymskokatolickiej. Mój tatuś to Kazimierz Południewski, jego rodzice to Franciszek i Katarzyna z domu Kruk. Moja mamusia miała na imię Stefania, jej rodzice to Jan Rudnicki i Władysława z d. Krzaczkowska. Rodzina Rudnickich mieszkała od pokoleń na kolonii Jasionówka, bowiem nic mi nie wiadomo, aby skądeś tu przyjechali. Z kolei moja babcia Władysława Krzaczkowska pochodziła z kolonii polskiej Michałówka w okolicach miasteczka Łokacze. Miałam dwóch rodzonych braci: najstarszy był Feliks z 1924 r. i najmłodszy z nas wszystkich Jan urodzony w roku 1940 oraz dwie siostry: Regina z roku 1929 i Petronela z roku 1934.


więcej
- Wymordowanie Żydów z  Pińskiego Mostu
- Krwawa niedziela w  Dominopolu
- Mord w Pińskim Moście
- Mord w Rudni
- Pogrom na Smolarni
WSPOMNIENIA KAZIMIERZA I ANTONINY SIDOROWICZ
Z D. TUROWSKA ZE WSI DOMINOPOL W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1930 - 1944
Opracował Sławomir Tomasz Roch

Nazywam się Antonina Sidorowicz, mam 87 lat i mieszkam w kolonii Siedliska 115, gm. Zamość, powiat Zamość, woj. Lubelskie. Urodziłam się w 1916 r. w sierpniu we wsi Dominopol, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Moja mama Maria z domu Zinkiewicz, a tato Aleksander Turowski. Dla Królestwa Niebieskiego narodziłam się w Kościele w Swojczowie [gm. Werba]. Rodzice wioząc mnie do chrztu świętego musieli brać specjalną przepustkę od wojska, które stało na moście. I wojny światowej nie pamiętam, znam ją tylko z opowieści.
Moja rodzinna wieś była prawie wyłącznie zamieszkana przez ludność polską, a mieszkało w niej około 300 rodzin, to była bardzo duża wieś. Rodzin ukraińskich było tylko dwie: Markiewicze i Dubczuki. Było u nas często bardzo cicho i spokojnie, drewniane domki otoczone były sadami i ogrodami, w których było mnóstwo najróżniejszych kwiatów i drzew owocowych. Najlepiej zapamiętałam georginie i astry, a z drzew najwięcej było wiśni.  Uroku dodawał i zapach rozsiewał bez: biały, niebieski i czerwony. Było u nas bardzo pięknie, od strony północnej, od Świnarzyna rósł piękny las, tam chodziliśmy często całymi rodzinami na grzyby, zbieraliśmy też chętnie orzechy laskowe, poziomki, czernice i jagody. Las  był naszą wspólną wszystkich spiżarnią. Z kolei od strony południowej wiła się wolno rzeka Turia, a przy niej rozciągały się łąki i pastwiska.
- Ukraińska prowokacja w     kościele w Swojczowie
- Pogrom w kol. Teresin z          przekazu: Kazimierza            Umańskiego, Witolda             Wesołowskiego,                      Stanisława Bojko, Marii          Bojko
WSPOMNIENIA EUGENIUSZA ŚWISTOWSKIEGO
Z KOLONII TERESIN W POWIECIE WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU         1935 - 1944

Opracował Sławomir Tomasz Roch

Nazywam się Eugeniusz Świstowski, mam 75lat, mieszkam we wsi Kopyłów 146, gm.Horodło, powiat Hrubieszów, woj.Lubelskie. Urodziłem się 10 sierpnia 1928r. We wsi Teresin, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński, woj.Wołyńskie. Mój tato nazywał się Józef Świstowski i pochodził ze wsi Helenówka, gm.Werba, gdzie też się narodził. Jego rodzice mieli na imię Antoni Świstowski oraz Katarzyna z domu Wawrynowicz Moja mama miała na imię Michalina i była z domu Wawrynowicz, jej rodzice to Franciszek Wawrynowicz, a mama miała na imię chyba Helena i była chyba z domu Umańska. Miałem jeszcze brata i siostrę, najstarsza była Kazimiera, która urodziła się w 1925 r., po niej urodziłem się ja, a pomnie w 1935 r. Najmłodszy brat Władysław. Jako dziecko byłem w Teresinie bardzo szczęśliwy, moje dzieci Dzieciństwo bowiem było bardzo radosne. Jako małych chłopczyk nie przypominam sobie, aby Ukraińcy prześladowali Polaków w naszej kolonii Być może miał na to wpływ znaczący fakt, że w naszej miejscowości mieszkali prawie wyłącznie sami Polacy. Ukraińska była tylko jedna rodzina, naszego sołtysa, który nazywał się Środa.



więcej

- Pogrom Dominopola
- Rzeź w Rudni
- Napad na Piński Most
- Zagłada oddziału            Dąbrowskiego

WSPOMNIENIA ANTONIEGO SIENKIEWICZA

Z KOLONII PIŃSKI MOST W POWIECIE WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 
1930 - 1944


Opracował Sławomir Tomasz Roch
Nazywam się Antoni Sienkiewicz mam 82 lata, mieszkam we wsi Moroczyn 56, gm. Hrubieszów, powiat Hrubieszów. Urodziłem się 20 lutego 1921 r. w kolonii Piński Most, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Mój tato miał na imię Michał, a mama Józefa z domu Świstowska. Moja rodzina była polską, miałem trzech braci i jedną siostrę, najstarszy był Hipolit z 1910 r., druga była Leokadia z 1913 r., trzeci był Kazimierz z 1916 r., czwartym dzieckiem byłem ja z 1921 r., najmłodszy był Eugeniusz z 1923 roku. Jako młody chłopak miałem wielu kolegów, przeważnie Polaków, choć jeden był Ukraińcem, nazywał się Piotr Romaniuk i pochodził z kolonii Zarudle. Piński Most to była mała kolonia polska, w której mieszkało tylko 12 gospodarzy, ale nie w ilości siła. A jakości w naszej kolonii nie brakowało bowiem kilku z nich, należało do elitarnej organizacji, która nazywała się: „Krakusy”.
więcej
- Pogrom                      Dominopola
- Ucieczka ze               Swojczowa
- Organizacja               samoobrony
- Fantazja Bronka         Badychaja
- Rzeczpospolita         Bielińska

WSPOMNIENIA PETRONELI WŁADYGA

Z D. RUSIECKA ZE WSI SWOJCZÓW W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 
1930 – 1945

Opracował Sławomir Tomasz Roch

Nazywam się Petronela Władyga - Rusiecka, mam 79 lat, mieszkam w Zamościu przy ulicy Sadowej 4/28, powiat Zamość, woj. Lubelskie. Urodziłam się 01 sierpnia 1925 r. we wsi Swojczów, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński, woj. Wołyńskie. Mój tatuś miał na imię Andrzej Rusiecki, jego rodzice to Karol i Karolina z d. Bedychaj. Moja mama miała na imię Bronisława z d. Lipina, a jej rodzice to Jan i Agata. Moja rodzina była i jest polska, dość liczna, miałam dwóch braci i pięć rodzonych sióstr. Najstarsza była Zofia ur. w roku 1922, drugi był Kazimierz, niestety zmarł, gdy miał tylko 6 latek, jego ciało zostało złożone na nowym cmentarzu w Swojczowie. Jako trzecia urodziłam się właśnie ja, po mnie urodziły się jeszcze: Jadwiga (1927),  Marianna (06 kwietnia 1930), Kazimiera (1933), Piotr (1935), Janina (1939). Ostatnia nasza siostra zmarła, niestety podczas porodu, było to roku 1941. Zatem miałam dużą rodzinę, a co za tym idzie naprawdę radosne dzieciństwo. więcej
-Napad na  kol.Karczunek
-Aniela Wenena opis  zamordowania męża  Ignacego
- Mord w parku w  Uściłogu

WSPOMNIENIA KAZIMIERY KOWALCZYK Z D. CZERWIENIEC
Z KOLONII KARCZUNEK W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1940 - 1944

Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r. 

Nazywam się Kazimiera Kowalczyk z domu Czerwieniec, mieszkam obecnie w Siedliskach nr 104, gmina Zamość, powiat Zamość, woj. Lubelskie. Urodziłam się 28 kwietnia 1935 r. w Niedzieliskach na Zamojszczyźnie. Jeszcze tego samego roku moi rodzice Magdalena i Kazimierz Czerwieniec sprzedali swoje gospodarstwo i wyjechali na Wołyń. Tam kupili duże gospodarstwo 12 hektarowe z domem 7 – izbowym oraz innymi potrzebnymi budynkami gospodarczymi, w tym: stodołą, oborą, chlewnią, stajnią i innymi spichrzami. Nasza rodzina była i jest polska, a zamieszkaliśmy pośród Polaków i Ukraińców w kolonii Karczunek Wołyński, gm. Uściług, powiat Włodzimierz Wołyński.
więcej
-Mord  w Kisielówce
- Wykaz zamordowanych  w kol. Kisielówka,  Czesnówka, Jaworówka,  Beromeszów, Lipnik
- Wymordowanie oddz.  kpt. Dąbrowskiego

WSPOMNIENIA CZESŁAWA I HELENY ŻYCZKO Z DOMU FURTAK Z KOLONII KISIELÓWKA W POWIECIE HOROCHÓW


Opracował: Sławomir Tomasz Roch
Nazywam się Czesław Życzko mam 82 lata, mieszkam w miesteczku Czaplinek, przy ulicy Drahimskiej 12, powiat Drawsko – pomorskie, woj. Zachodniopomorskie. Urodziłem się w 1921 r. w kolonii Kisielówka, gm. Kisielin, powiat Horochów, woj. Wołyńskie.Mój tato Władysław Życzko był Polakiem, mama Rozalia z domu Wrońska, także była Polką i pochodziła ze wsi Markowicze na Wołyniu. Rodzina taty wywodzi się z Zamojszczyzny, a mamy od pokoleń z Wołynia. Tato urodził się już na Wołyniu bowiem mój dziadek Franciszek, był pracownikiem leśnym, u bogatego kupca Szapira, z pochodzenia Żyda. Dziadek razem z babcią Apolonią zamieszkali we wsi Przygłówka, gm. Werba, powiat Włodzimierz Wołyński i tam wychowywali swoje dzieci. Gdy hrabia Ledóchowski począł parcelować swoje majątki, w tym także ziemię w Kisielówce, mój tata Władysław i mama Rozalia wspólnie kupili ziemię, pod swój nowy dom. I tak to rozpoczyna się historia dziejów naszej rodziny, w tej właściwie polskiej kolonii. więcej
Mohylno - Mogilno
Ucieczka z Mohylna

Pogrom w Mohylnie
Zbrodnia w Rewuszkach
Na Bielinie
WSPOMNIENIA LUDWIKI PODSKARBI Z D. SZEWCZUK Z KOLONII MOGILNO W POW. WŁODZIMIERZ  NA WOŁYNIU 1935 - 1944

Przepisał i opracował Sławomir Tomasz Roch w 2009 r

Na pamiątkę dla przyszłych pokoleń o okrutnej zbrodni jakiej dokonali Ukraińcy na Polakach na ziemi Wołyńskiej i nie tylko na Wołyniu w latach 1939-1947. Na ziemi gdzie panował niegdyś Bolesław Chrobry. Jednocześnie przedstawię tułacze życie moich kochanych rodziców oraz moją młodość, zdruzgotaną przez chrześcijan, zarazem naszych sąsiadów najbliższych. To świadectwo to jest wołanie o prawdę, o miłość która płynie z prawdy. Ten głos płynie nieustannie z kolonii  i miast zamieszkanych niegdyś przez Naród Polski, ziemi gęsto zroszonej polską krwią i potem pracujących rodzin od wieków. Kraina, o której będę pisać należała do Polski jeszcze za Bolesława Chrobrego, mam na myśli Grody Czerwieńskie – późniejszy Wołyń. Urodzajne to były ziemie, czarnoziem buraczany i pszeniczny. Pas tej ziemi ciągnie się od Hrubieszowa aż po Ural. Dane mi było przyjść na świat w 1929 r. we wsi Mohylno gm. Werba, pow. Włodzimierz Wołyński.
więcej
Mord w Mogilnie
Mord w Fiodorpolu
Mord rodziny Malinowskich -
- wyznanie Ukraińca
WSPOMNIENIA JADWIGI KOZIOŁ Z D. MROZIUK
Z KOLONII MOGILNO W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1939 - 1944

"W Mogilnie był tylko jeden Sprawiedliwy".

Urodziłam się 13 października 1926 roku w Mogilnie. Wieś ta znana jest także pod nazwą Mohylno, dawna gmina Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. W zasadzie była to wieś ukraińska, w której było tylko około 15 % gospodarstw polskich. Mieszkały tam rodziny Szewczuków (5 rodzin), Mroziuków (5 rodzin), Gaczyńscy (3 rodziny), Szczurowscy, Siateccy, Buczkowie, Juszczakowie, Bernaccy, Konstantynowicze (mieszkali tu krótko) i Roratowie (przed wojną wyprowadzili się do Włodzimierza).  Pozostałe rodziny polskie były tu zasiedziałe od kilku pokoleń i tylko w ustnych rodzinnych przekazach zachowały się informacje, że nasi przodkowie przybyli tu z piaszczystych ziem w okolicach Bełżca. Kupili ziemię, bo wtedy była tu najtańsza. Ponieważ było to w czasie zaboru rosyjskiego, aby ominąć ograniczenia w zakupie ziemi stosowane dla Polaków, podobno nasi przodkowie zmienili nazwiska. I tak Sobolewscy stali się Szewczukami, a Wiśniewscy - Mroziukami.       więcej

Na mroźną Syberię i uroki sowieckiego raju
W Archangielsku i Saratowie
Umarli zobowiązują żywych tragedia rodziny na Wołyniu

29.08.2012 Glasgow Scotland

Sławomir Tomasz Roch

WSPOMNIENIA JADWIGI GRUSIEWICZ
            Z D. RUSIECKA Z KOLONII CZESNÓWKA W POW. HOROCHÓW
NA WOŁYNIU 1935 - 1945  
„[...] Było nie więcej niż dwie godziny czasu. Potem wsadzili nas wszystkich na sanie i nocą przewieźli, aż do Chorochowa, gdzie czekały już podstawione wagony. Wieźli nas na wschód przez Wilno, widzieliśmy po napisach przez małe okienko. Pamiętam, że było strasznie zimno. To był koniec stycznia, początek lutego 1940 r. i duże śniegi. Droga do Archangielska trwała 3 miesiące, a najtrudniejsze były te długie postoje w szczerym polu przy siarczystym mrozie. Z naszej rodziny przeżyli wszyscy, Bóg dał nam siły. Osobiście widziałam jednak, że z wielu wagonów wyrzucali na śnieg, zamarznięte na śmierć dzieci, potem jechali po prostu dalej i nikt nawet tych dzieci nie grzebał. Nie wolno było się oddalać, ani opuszczać wagonów. Chodzili i pukali kolbami w drzwi, pytając: „Wsie żywy?” , albo: „Nie lizja”. [...] Jadwiga Grusiewicz z d. Rusiecka
Sowiet, Ukrainiec, w końcu Banderowiec
Zagłada Ułanówki
Świętowanie po rzezi
Los rodziny Kobylarzy i Adwentów
Uciekajcie Sikorska bo was Hrycio zarżnie

Sławomir Tomasz Roch

WSPOMNIENIA MARIANA SIKORSKIEGO Z KOLONII UŁANÓWKA W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU
[...] ŚWIĘTOWANIE PO RZEZI: VIVAT UKRAINA
W tym czasie do domu Ukraińca Homelko, naschodziło się wielu 
Ukraińców i urządzili sobie pijacką libację. Jeden z nich w trakcie
ucztowania, najwyraźniej się przewrócił i upadł do tyłu na łóżko, na
którym spałem ja i mój brat, tak że przygniótł mi nogi. Do tej pory
spałem tak twardo, że nic nie słyszałem, co się dookoła mnie działo,
teraz jednak przebudziłem się, a on z miejsca, zaczął mnie po
ukraińsku przepraszać, mówiąc: „Praszczaj, praszczaj!” .
W tym samym czasie jego towarzysze wznosili do góry samogonkę,
pili łapczywie i krzyczeli
na cały głos radośnie: „Vivat Ukraina!” Krzyczeli jeden przez drugiego,
tak że robił się z tego „Wielki Jarmok”. Uświadomiłem sobie, że
jestem w samym gnieździe szerszeni, w samym piekle, byłem
przekonany, że gdyby Ci pseudo bohaterzy Ukrainy poznali, że te
śpiącena łóżku dzieci, to „Polaczki”, ubili by nas tam na miejscu.
Bardzo dokładnie przypominam sobie, że ich ręce i rękawy, aż po
same łokcie,
pokryte były gęsto krwią. Mieli przy sobie siekiery i noże, także mocno
okrawawione. Jestem prawie pewien, że była to krew ofiar z
Ułanówki, które może jeszcze godzinę temu, Ukraińcy bestialsko
mordowali. Teraz zaś po skończonej robocie zażywali rozkoszy, pijąc
do woli gorzałki, w końcu trzeba czymś zagłuszyć, może odzywające
się jeszcze sumienie. [...]
więcej

Preludium ludobójstwa
Banderowcy masakrują mieszkańców Władysławówki
Tropieni jak zwierzęta przemykamy do miasta
Losy rodziny Kaliniaków
Po latach przy rodzinnej mogile
Oprawcy uniknęli kary
Dni grozy i noce strachu rok 1943
Banderowskie ludobójstwo na Władysławówce

WSPOMNIENIA ZDZISŁAWA I REGINY SCHAB
Z KOLONII WŁADYSŁAWÓWKA W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 

1935 - 1944

Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r 

,,[...] Po kilku tygodniach wymordowano całą rodzinę Romanowskich zamieszkałą w sąsiedniej kolonii Augustów. W maju zamordowano naszego sąsiada Władysława Nowaczyńskiego. Po jego śmierci ludność naszej koloni zaczęła się ukrywać, zwłaszcza nocą, w zaroślach, ogrodach, w lesie. Na dzień przychodzili do swych zagród, by nadal pracować przy gospodarstwach, a noc znów wychodzili poza budynki. Ponieważ zagrożenie śmiertelne Polaków stało się widoczne, niektóre rodziny zaczęły nocami uciekać do Włodzimierza Wołyńskiego. Jednak i z tych uciekających część zawsze ginęła po drodze. Dlatego też ucieczka do miasta była bardzo ryzykowna. W miesiącu lipcu jeden z naszej koloni pan Dobrowolski zorganizował w biały dzień ucieczkę furmankami kilku rodzin polskich, zabierając ze sobą rzeczy i żywność. Gdy wyjechali na szosę Włodzimierz – Łuck koło Mikulicz, Bulbowcy wzięli ich w krzyżowy ogień i wybili niemal wszystkich. Pozostałym przy życiu kazali wracać do Władysławówki, obiecując że jeśli nie będą uciekać, to nikt nie będzie ich ruszał. Jednocześnie zjawili się w naszej kolonii i ostrzegli wszystkich Polaków, że jeżeli ktokolwiek spróbuje uciekać, będzie z nim to samo, co z tamtymi na szosie. Nasza kolonia w tym czasie była już obstawiona przez banderowców od strony Włodzimierza Wołyńskiego, południa i wschodu, zaś od strony północnej był wielki las zwany Świnarzyńskim. W tym czasie w lesie tym, stacjonowały już wielkie siły ukraińskich bandytów. Słowem, o jakiejkolwiek ucieczce nie było już mowy.[...]  więcej
Zastawie - mord rodziny Grzegorza Rocha
Tartak - mord rodziny Drabików

WSPOMNIENIA ROMANA SZYMANKA
ZE WSI KOHYLNO W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1939 - 1944

Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r.
[...] Następnego dnia było już mieście dużo rozbitków. Pod wpływem kolejnych, mrożących krew w żyłach, relacji naocznych świadków ludobójstwa ukraińskiego, ludzi w mieście ogarnął strach. Powszechnie obawiano się, że Ukraińcy w ślad za uratowanymi ofiarami mordów, napadną zbrojnie na Włodzimierz. Niewiele brakowało, a doszło by do paniki. Kilka dni po pogromie ok. 15 lipca, do miasta przywieźli całą rodzinę z Chobułtowej. Ciała tych 7 osób widziałem osobiście, były wręcz nieludzko zmasakrowane, złożone na placu niedaleko stacji kolejowej wciąż przyciągały kolejnych ciekawskich. Moją uwagę od razu przykuły straszne cierpienia, jakie zadano tym ludziom: mieli poodcinane nosy, wydłubane oczy, a oczodoły zapchane sianem i słomą. Kobiety miały poodcinane piersi i porąbane nogi. Wywarło to na mnie niezatarte wrażenie, czułem wielki, piekący ból, przez kilka dni miałem nawet kłopoty z jedzeniem.[...]
[...] Gdy dzieci były już na dworze, Ukraińcy nagle uderzyli je siekierami w głowę, natychmiast zginęli wtedy: syn lat ok. 16 oraz dwie córki, starsza lat ok. 25 i młodsza lat ok. 20. Gdy matka zorientowała się, że dzieci zostały zaatakowane, dopiero wtedy zaczęła histerycznie krzyczeć i właśnie te krzyki słyszał Roman w ogrodzie. Możliwe, że któreś z dzieci też zdążyło krzyknąć przed samą śmiercią. Po zarąbaniu dzieci wyprowadzili Grzegorza i jego żonę, pierwsza porąbana została żona lat ok. 60. Wtedy bandyci zaczęli się zastanawiać jaką śmierć zadać gospodarzowi i wtedy Tadek usłyszał wyraźnie takie słowa jednego z Ukraińców do pozostałych: „Oo, uciekł nam do miasta i przyszedł z powrotem. Trza mu dać lekkie skonanie!” Zaraz potem Tadek zobaczył, jak za chwilę powiesili go na jabłonce, tuż obok ich domu rodzinnego. Tak skonał Grzegorz lat ok. 60.[...]     więcej

Na Teresinie
Zastawie
O święceniu noży
Pszenica i kąkol
Krwawa niedziela 11 lipca
W Kohylnie
Pogrom na Teresinie
Pogrom na Tartaku
Jak Hawryłko podał wody sąsiadowi
Koniec Swojczowa
Sadysta "bohater UPA" Matryfan

WSPOMNIENIA JANINY TOPOLANEK

Z D. RUSIECKA Z KOLONII TERESIN W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI
NA WOŁYNIU 1930 - 1945




Opracował: Sławomir Tomasz Roch
[...] W tym samym czasie, gdy bandzior rąbał w pokoju Feliksę, przez drzwi na dwór wyskoczył nasz tatuś z braciszkiem Tadeuszem, ledwie dwu letnim. Za ojcem pobiegła na podwórko, moja młodsza siostra Czesława lat około 4 i chwilę krótką nie było ich. W tym momencie, nie widziałem co się dalej z nimi dzieje, miałem nadzieję, że zdołali uciec. Tylko tyle, że schowałem się pod łóżko, do kuchni wleciała z podwórka moja siostrzyczka Czesława, była cała pokrwawiona, krew lała się gwałtownie z jej malutkiej główki. Widać banderowiec chciał jej siekierą rozrąbać głowę, piszcząc strasznie, wskoczyła na swoje łóżeczko w pokoju. Bandyta nie dawał jednak za wygraną, zaraz za nią wleciał do domu z małym szpadelkiem wojskowym, wziął ją za jedną rękę i tak niósł dziecko na dwór, w tym samym czasie, po drodze, mocno uderzył ją tym szpadelkiem w głowę. Musiał ją co najmniej ogłuszyć, bowiem siostra przestała krzyczeć, a on dalej poniósł ja na dwór. Dopiero, gdy banderowiec opuścił z siostrą nasz dom, zrobiło się tak spokojnie i cicho, wtedy jakbym stracił na krótko przytomność, a może wciąż przerażony i zmęczony usnąłem, sam nie wiem. [...]
więcej
Mord w kościele w Porycku

Ks. Bolesław Szawłowski
PORYCK
WSPOMNIENIA RYSZARDA JEZIERSKIEGO
RELACJA BOLESŁAWA DOROCIŃSKIEGO
RELACJA TADEUSZA WOJEWÓDKI                
RELACJA JULII GRUSZCZYŃSKIEJ
LISTA ZAMORDOWANYCH- KAMILA CYBUCHOWSKA


[...] Na posadce kościoła leżała biała powłoka i ludzie byli cali biali. Okazało się, że jak upowcy zapalili słomę by zdetonować pocisk artyleryjski (pocisk miał zniszczyć ołtarz) to posypał się tynk wapienny z sufitu i ścian kościoła. Ten pył pokrył wszystko białym proszkiem i kawałkami tynku (posadzkę i ludzi). Wybuch nie zdołał zniszczyć ołtarza. Tylko nadpalone zostały stopnie przed ołtarzem i dywany. 
Dużo ludzi leżało w kałużach krwi, inni klęczeli, jeszcze inni wołali o pomoc. Widziałem jak jedni pomagali drugim by się wydostać z pod innych nieżyjących ciał. Jeszcze inni wynosili na rękach swoich zmarłych lub rannych. Ojciec przerażony tym, co zobaczył, przypomniał sobie, że w kościele był dziadek Józef Jezierski, zaczął go szukać, chodząc od jednych zwłok do innych, ale dziadka nie było ani wśród żywych ani zmarłych. Ojciec pociągnął mnie w kierunku zakrystii. Ale by tam dojść musieliśmy przejść przez kałuże krwi, w której leżały trzy kobiety. Jak mi się zdawało była to matka z córkami. Ojciec wziął mnie na ręce i przeniósł, by nie nadepnąć na leżące kobiety. Dziadka zobaczyliśmy jak stał schowany za bocznymi drzwiami. Były to duże drzwi, którymi wchodziło się do kościoła i do zakrystii. 
Dziadek stał za tymi drzwiami był jakby nieprzytomny, miał osmalone (nadpalone) wąsy, i nadpaloną marynarkę.
[...]

[...] Gdy rozmawialiśmy z dziadkiem to widziałem jak ludzie wychodzili, uciekali z kościoła, nieśli ranne dzieci na rękach. Wszyscy byli bardzo wystraszeni, widziałem niektórzy byli zbroczeni krwią. Szli do domów z nadzieją, że tam znajdą schronienie, a tam, jak się potem okazało, już na nich czekali upowcy, by dalej mordować. Tych co byli w domach i tych wracających z kościoła. Tak wymordowano całą rodzinę Palinków.[...]  
                   więcej    

Mieszkańcy Mohylna gm. Werba
Ofiary mordu w Mohylnie
Włodzimierz - masakra ludzi z ul. Lotniczej
Instytut Niepamięci Narodowej
Samoobrona w Cegielni - rozstrzelanie bandytów z UPA
Wspomnienia Leokadii Zaręby (z domu Rorat)
i Stanisławy Tokarczuk (z domu Zaręba)

Ze strony: http://www.stankiewicz.e.pl/ludobojstwo/marcelowka.html
[...]Późną wiosną 1944 roku banderowcy "oczyścili" z bezbronnej ludności polskiej prawie cały powiat. Uciekinierzy utworzyli dwa skupiska, gdzie czuły sie w miarę bezpiecznie - w Bielinie, pod opieką polskiej samoobrony, oraz w Włodzimierzu, w zasięgu niemieckich 
władz okupacyjnych. UPA chciało dokończyć swego krwawego dzieła. Potrzebowali nowych ofiar. Przekupili dostawą wędlin, bimbru i pieniędzy Niemców, którzy w umówionym dniu w określonej porze oddali im we władanie całą ulicę Lotniczą. [...]
[...] W tym czasie banderowcy, którzy przyjechali na ulicę Lotniczą ogromną ilością sań, wywlekali Polaków na całej jej długości.
Schwytanych wiązali i układali jak snopy na saniach. Rozlegał się płacz i narzekanie. Przywiązywani do sań jęczeli. Było co najmniej 30 sań, na każdych ułożono od pięciu do dziesieciu osób. Polacy kopiący okopy pytali Niemców, co się dzieje. Niemcy odpowiadali,że nic się im nie stanie. Wreszcie przy całkowitej obojętności Niemców przerażający tabor odjechał. W ich obecności banderowcy nie zamordowali nikogo. Widocznie taka była umowa miedzy nimi.W mieście miał być "ordnung". Zapewne dzieki tej umowie skutecznie obroniła się przed porwaniem uciekinierka Anna Kryszczuk przebywająca w domu sąsiadów Bydłowskich. Gdy przyszli po Nią, chwyciła za siekierę i wymachując nią krzyczała: " no chodź, chcesz mnie zamordować, to ja też ci łeb obetnę". Zbity z tropu rezun wycofał się i odszedł. 
Żadna z osób zabranych z ulicy Lotniczej tego dnia nigdy nie powróciła. Los, jaki zgotowali im upowcy, poznaliśmy dzięki relacji kumy Panasiewiczowej, chrzestnej mojej mamy. Ona nadal przychodziła do nas do Włodzimierza i dzięki Niej wiemy, co dalej się wydarzyło. Już przy wyjeździe z miasta część Polaków została przywiązana do sań za głowy lub za nogi 
i tak wleczona aż do Mohylna. Między innymi widziano panią Langową wleczoną za saniami, przywiązaną za szyję. 
W Mohylnie mordercy zadali sobie wiele trudu, aby przysporzyć ofiarom jak najwięcej cierpień. Ćwiartowali, wbijali na pal, palili żywcem i obdzierali ze skóry. Panasiewiczowa z bólem o tym opowiadała, w czasie masakry modliła się za ginące w mękach ofiary. Ona była bardzo pobożna i nie mogła pogodzić się z tym, co wyprawiali Jej rodacy należący do OUN i UPA. [...]   więcej

Zeznania i relacje zgromadzone w Instytucie Pamięci Narodowej w Lublinie



Wybrane i opracowane przez

Barbarę Odnous



23 wstrząsające relacje, szczególnie przejmujące te napisane przez osoby będące w 1943 roku
 6 - 15 letnimi dziećmi.

Relacje opisują zbrodnie ukraińskie  w miejscowościach:

- Witoldów gm. Poryck pow. Włodzimierz

- Teresin gm. Werba pow. Włodzimierz
- Chrynów gm. Grzybowica pow. Włodzimierz
- Poryck pow. Włodzimierz
- Orzeszyn gm. Poryck pow. Włodzimierz
- Ułanówka gm. Mikulicze pow. Włodzimierz
- Józefin gm. Chotiaczów pow. Włodzimierz
- Ławrów gm. Połonka pow. Łuck
- Kołodno pow. Krzemieniec
- Gmina Stepań pow. Kostopol
- Wyrka gm. Stepań pow. Kostopol
- Leonówka gm. Tuczyn pow. Równe
- Ludmiłpol gm. Werba pow. Włodzimierz
- Głęboczyca gm. Olesk pow. Włodzimierz
- Wola Ostrowiecka gm. Huszcza pow. Luboml

Mord w Swojczowie
Sąsiad morderca
Zamordowani w Fiodorpolu
Ucieczka
RELACJA STANISŁAWY SOBCZUK  Z D. RUSIECKA BYŁEJ MIESZKANKI SWOJCZOWA
RELACJA ZOFII MICHOWSKIEJ
BYŁEJ MIESZKANKI SWOJCZOWA   


Gospodarz, który nas ukrywał, opowiedział potem, co się stało. Otóż kiedy dotarli do tego drugiego Ukraińca, ten kazał im pozdejmować złote obrączki, od ojca zabrał zegarek i parę piątek złotych.
Wtedy ojciec, przeczuwając ostatnią swoją godzinę, zaczął go prosić, że przecież my sąsiedzi, „jak masz sumienie nas zabijać?” Ale ten wykrzyknął: „Ja teraz dla was nie sąsiad” i rozstrzelał ich obu.    więcej
WSPOMNIENIA ANIELI DĘBSKIEJ Z D. SŁAWIŃSKIEJ  KISIELIN POW. HOROCHÓW  
TAMTEGO LATA W KISIELINIE

11 lipca 1943 roku Aniela Sławińska i Włodzimierz Sławosz Dębski, zamknięci w parafialnym kościele w Kisielinie, wraz z innymi mieszkańcami miasteczka przez kilkanaście godzin odpierali ataki oblegających ich oddziałów Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). Obronili się. Tego dnia upowcy zamordowali jednak 86 innych mieszkańców Kisielina. 60 lat później Aniela Dębska z synem Krzesimirem i ekipą filmową Agnieszki Arnold pojechali na Wołyń, aby szukać świadków tamtych wydarzeń. Podróż ta była dla nich wstrząsem.  więcej

W Dziegdziowie - wódka i zakąska u Girgilewiczów po mordzie.
Mord w Kałusowie
Zabójstwo Stankiewiczów w Witoldowie. Mord rodziny Czesława Staszczaka w Witoldowie. Po latach-twarzą w twarz z mordercą
FRAGMENTY RELACJI ZYGMUNTA MAGUZY




Opracowanie: Marek A. Kaprowski
Dziadka zbrodniarze najpierw zastrzelili. Babcię zabili siekierą, podobnie Weronikę. Mordowali ich uderzeniami w plecy, rąbiąc na kawałki. Dziadka po zastrzeleniu oprawca nie porąbał, ale obuchem siekiery wbił mu dosłownie głowę do płuc.                     więcej

UCIECZKA PRZED RZEZIĄ

Wiktor Korniak - wspomnienia z Maria Woli pow. Włodzimierz

Aniela Kuźmińska z d. Konsowicz - wspomnienia z Wólki Markowickiej pow. Horochów

Zdzisław Kraszewski  - z kol. Stanisławów gmina  Olesk pow. Włodzimierz


Fragmenty relacji braci Antoniego i Zygmunta Teterczówa o rzezi kolonii Sądowa w powiecie włodzimierskim

(...) Kolonia nasza była w środku, pomiędzy wioskami ukraińskimi. Od wschodu- Oryszcze, od południa Szczenlutyn, południowy zachód - Drewinie, a od zachodu Myszów, północna strona - Janiewicze i Markostaw. Prawie przez środek przepływa rzeka Ługa i z lewej strony brzegu rzeki szła kolej z Sokala przez lwanicze da Wtodzlmierza Wołyńskiego. Mieszkańcy z lewej strony rzeki zostali zaatakowani przez Ukraińców z wiosek Orewlnie, Myszów, Janrewicze, natomiast mieszkańcy z prawej strony rzeki zostali zaatakawani przez Ukraińców ze wsi Szcreniutyn, Oryszcze i inne siły nacjonalistów ukraińskich którzy dowodzili akcją. Most na rzece został zniszczony, tak że do stacji kolejowej Janiewicze nie było żadnej możliwości przedostania się. Kto mógł, ukrył się w zbożu, bo i tak było wiadomo, że los wszystkich jest przesądzany. Jeszcze następnego dnia Ukraińcy chodzili i zabijali wszystkich napotkanych. Nasze rodziny zostały wymordowane z rana 11 lipca 1943. bo mieszkaliśmy zaraz przy granicy z wioską Szczeniutyn.      więcej

WSPOMNIENIA ZDZISŁAWA DOLECKIEGO

ZE WSI SWOJCZÓW W POWIECIE WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI

NA WOŁYNIU 1939 – 1947

22.04.2013 r.Glasgow Scotland

Sławomir Tomasz Roch

rycerzniebieski@wp.pl
[...] 31 sierpnia 1943 r. o godzinie 3.00 rano zaczęli Ukraińcy ogólne morderstwo po wszystkich wsiach i koloniach. Tak było zorganizowane, że każda wieś ukraińska ma swoich Polaków w tejże wsi, albo przyległej do tej wsi, kolonii wymordować. Nadmieniam, że takie ogólne morderstwa zaczynali Ukraińcy w swoje święta, a przed tymi morderstwami duchowieństwo ukraińskie – popi poświęcali ostre narzędzia – kosy, sierpy itp.. Szli chłopi i partyzanci ukraińscy uzbrojeni w najrozmaitszą broń: w siekiery, widły, kosy i karabiny. Nadmieniam, że siekiery były specjalnie wprawione na długich, nowych trzonkach, wpadali do polskich domów i zabijali wszystkich, bez wyjątku: mężczyzn, kobiety, starców, dzieci, odrąbywano nogi, ręce, dzieci rozdziarano, albo brano za nóżki i głową bito w słupy. Przetrząsano wszystkie zabudowania polskie – ogrody, wszelkie zakątki, odszukiwano ukrytych i mordowano. W innych miejscach znowu spędzano całymi rodzinami do wykopanych przedtem dołów i pomordowanych zakopywano. Za mordującymi chłopami szły kobiety i dzieci, podrostki z furami, pomagali wyszukiwać ukrytych i grabiąc, zabierali co się dało. [...]”. Z listu Bolesława Doleckiego ze Swojczowa.         więcej

WSPOMNIENIA BOLESŁAWA SAWA

Z KOLONII LUDMIŁPOL W POW. WŁODZIMIERZ WOŁYŃSKI NA WOŁYNIU 1935 - 1945

08.09.2013 Glasgow Scotland

Sławomir Tomasz Roch

(...)

BO SZCZE NIE BYŁO ROZKAZA WAS BIĆ

Takie nieludzkie rzezie, które dziś określamy mianem ludobójstwa, banderowcy urządzali Polakom niemal na całym Wołyniu, a nawet i znacznie dalej: na Podolu, Pokuciu, Polesiu, Lubelszczyźnie i nawet w Bieszczadach. Nie inaczej było i w rodzinnych stronach mojej żony Stanisławy z domu Ptak, która również pochodziła z Wołynia, gdzieś z okolic Uściługa. Po wojnie, gdy podczas rodzinnych spotkań z rozżewnieniem wspominaliśmy przedwojenną sielankę, a potem to wszystko, co przyszło, to morze krwi i łez, mówiło o tamtych dniach i wydarzeniach. Zarówno żona, jak i jej krewni często opowiadali, że w ich stronach banderowcy, także często napadali na polskie rodziny, a celem zawsze było kompletne wymordowanie domowników, rabunek mienia, a potem spopielenie reszty, by nawet ślad nie pozostał, po polskich osiedlach. Nie wszyscy ulegli jednak, tej nieludzkiej ideologii, tej demonicznej nienawiści. Rodzina żony Stanisławy zdołała uciec przed rzezią, dzięki ostrzeżeniu, jakie otrzymała od znajomej Ukrainki o imieniu Luba. Znała ona b. dobrze polską rodzinę Józefa Ptak i często zachodziła do ich domu z wizytą, ponieważ była koleżanką ze szkoły Stanisławy Ptak, która była jego córką. Gdy w okolicy zaczęło się robić niespokojnie, a nawet źle, przychodziła i mówiła otwarcie do matki Staszki: „O już wam koniec dziś, koniec Polaki, już was więcej nie będzie.”. Zapytana następnego dnia, czemu jej czarne wieści się nie ziszczają i na razie nikt się ich nie czepia, powiedziała krótko i wprost: „Bo szcze nie było rozkaza!”. Jednak gdy rozkaz przyszedł i rzeź miała się zacząć, przyszła wcześniej i uprzedziła naszych, tak że zdołali uciec i tak oto wyratowali się od pewnej i strasznej śmierci.             więcej



26.08.2011 r. Glasgow Scotland

Sławomir Tomasz Roch


[...] W Warszawie wielu jednak wierzyło w możliwość układów i rozmów pokojowych z Chmielnickim. Wobec Kozaków chciano nadal grać rolę panów, ale tym razem już panów łaskawych, a smutna rzeczywistość była taka, że armia polska na wschodzie niemal nie istniała, gdy tymczasem wódź kozacki rósł w siłę. Miał więc książę moralne prawo pisać: „Jeżeli tedy Rzeczpospolita tak nadmierne rany od tych zbójów zadane [...] twardym snem pokryje, nic inszego już sobie obiecywać nie może tylko ostateczną klęskę i zgubę [...] Remedium zatrzymania swawoleństwa tego, ukazać przynajmniej nieprzyjacielowi szablę....[...]” [Jan Widacki, Kniaź Jarema, s. 117-118]

SWOI CZUWAJCIE
GDY HISTORIA ZATOCZY SIĘ KOŁEM - O ZASZŁOŚCIACH DZIEJOWYCH LACHÓW VEL POLAKÓW I RUSINÓW VEL UKRAIŃCÓW

więcej

09.07.2011r. Glasgow Scotland

Sławomir Tomasz Roch

ZIEMIA WŁODZIMIERSKA W DOBIE WIELKIEJ PRÓBY W LATACH
1939 - 1944

W Popularnej Encyklopedii Powszechnej pod hasłem ludobójstwo znajdujemy następujące wyjaśnienie: zbrodnia wojenna przeciwko ludzkości. Pojęcia ludobójstwo użyto po raz pierwszy w procesie norymberskim dla określenia hitlerowskiej polityki eksterminacyjnej w II wojnie światowej wobec ludności na okupowanych terenach. Ludobójstwo zmierzało do systematycznego i umyślnego zniszczenia w całości lub części grup etnicznych, rasowych i wyznaniowych ludności cywilnej - dotyczyło szczególnie Żydów, Cyganów, Rosjan i Polaków. W wyniku różnych form ludobójstwa wobec Polaków (obozy koncentracyjne, więzienia, egzekucje publiczne i pacyfikacje wsi) zginęło 3584 tys. obywateli polskich. [1] [Popularna Encyklopedia Powszechna, Kraków 1995 r., T. 9, s. 220]

więcej


ŚWIADKOWIE   MÓWIĄ

Wydawca : Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Wołyń

Wybór tekstów i opracowanie: Stanisław Biskupski
Redakcja: Tadeusz Wolak

Stanisław Biskupski we Wstępie do tej pracy napisał:  Oddajemy do rąk Czytelników książkę osobliwą, książkę niezwykłą. Jej treścią są autentyczne zeznania świadków zbrodni ludobójstwa na procesie, którego nie było... Zbrodni dokonanej na cywilnej polskiej ludności Wołynia...

Mieczysław Jankowski - Jarosławicze pow. Dubno woj. wołyńskie - rzeź 22 maja 1943, "dobry sąsiad", Ukraińcy w biały dzień zamordowali: - z rodziny Jankowskich 3 osoby, Żukowskich - 6 osób, Kwiatkowskich - 6 osób, Jachemków - 2 osoby, Suk - 3 osoby, Przewłockich 5 osób.
Zofia Stoś Wierzbowska z d. Żołnik - historia Zasmyk, Antoni Żołnik "Komar" żołnierz samoobrony, jesienny naapad na Batyń, Janówkę i Radomle. 56 ofiar napadu na Janówkę i Radomle podczas Świąt Bożego Narodzenia.
Ewa Szwed - mord w Ostrówkach i Woli Ostrowickiej pow. Luboml
Jadwiga Pakuła -
mord w Ostrówkach i Woli Ostrowickiej pow. Luboml.
Tadeusz Kański - mord w Ostrówkach i Woli Ostrowickiej pow. Luboml
Antoni Łysiak - "Z konspiracji do partyzantki"
mord w Ostrówkach i Woli Ostrowickiej pow. Luboml
Czesław Kuwałek - mord w Ostrówkach i Woli Ostrowickiej pow. Luboml
Władysław Soroka -"Mord w stodole"
Mirosława Bacławska, Franciszka Kosińska, Alina Brdęk z d. Rubinowska, Władysław Rubinowski, Albin Jedynowicz, Stanisława Krasińska - "Dlaczego"?
- wieś Doszno pow. kowelski- zabójstwo Józefa Sawickiego, pomoc Ukraińca, zamordowani:  Fiorian i Piotr Rubinowscy, Kazimierz Jedynowicz przybici do podłogi bagnetami, stryjenka Gienia i jej synek mieli rozrąbane głowy, stryjenka Sabina miała rozrąbaną głowę, przy niej dwa ośmiomiesięczne bliźniaki, babunia lekko pochylona stała oparta o dom przybita bagnetem, skonała stojąc. Na kolonii w domu rodziców, ojciec przybity bagnetem do podłogi, siostra Janina zginęła od strzału w serce. Ciotkę Michalinę znaleziono na polu kartofli z odrąbanymi rękoma i nogami, Stasia i Halina zamordowane we wsi. W spiżarni znalazłam zmasakrowane związane drutem kolczastym  zwłoki ciotki Karoliny Jedynowicz, jej syna Tadeusza i pasierbicy Józefy, w stodole zmasakrowane ciała drugiego pasierba Bronisława jego żony i trójki dzieci. Maria Jedynowicz z kalekim dzieckiem - zamordowana.....
Pomoc Ukraińców z Wilimcza.

Tadeusz Kotarski -  Różyn pow. kowelski "Moje tragedie"
Lucjan Metrzelski -  Głęboczyce  pow. włodzimierski
Marcin Zymon -  Głęboczyca
pow. włodzimierski
Stanisław Małecki -
Stanisława Kacprzak - 

Mieczysław Leśkiewicz - Dominopol, Swojczów pow. włodzimierski" Podstęp" podstępne tworzenie i zdradzieckie wymordowanie oddziału Dąbrowskiego.
Tadeusz Wolak - "W bazie i poza bazą" Mord w Torażu. Ewakuacja polskiej ludności Kołek, Toraża, Hołodnicy, Marianówki, Rudni do Przebraża. Akcja patrolu Żytkiewicza pod Tworymerem. Samoobrona Przebraża. Patrol Zygmunta Sinickiego.
Hieronim  Wardach - "Ostatnia noc" Rożyszcze pow. łucki. 7/8 maja 43 r. napad na Katerynówkę - zamordowano 27 osób w Klepaczowie 30 osób. Powstawanie polskich samoobron w Olganówce Starej i Nowej, Sitarówce, Walerianówce, Wełniance,Dubiszczach,Elżbietynie. Rożyszcze i Klepaczówka przeistoczyły się w  podobne twierdze jak Przebraże.
Franciszka i Roman Piotrowscy - "To zostanie w Pamięci"
Janina Lipińska - "Byleby uciec"
Henryk Komański - "Zagłada polskiej wsi Jeziorany Szlacheckie"
Zygmunt Stański -  "Straciłem całą Rodzinę"
Jadwiga Krajewska - "Gołe, głodne, bose"
Włodzimierz Drohomirecki - "Oczami dziecka"
Mieczysław Kobyłecki - "Liczyć tylko na siebie"
Olga Kucewicz - "Koszmarna noc"
Irena Justyna - "Ucieczka z piekła"
Tadeusz Żukowski - "Z  Koszowa na Kołymę"
Jan Lipiński - "Zaturce - utracona ojcowizna" - pow. Horochów
A.R. Garczyński - "Czas ostateczny" - Jesionówka pow. Horochów 12 lipca 1943 r., próba ucieczki do Zaturzec- zawrócenie uciekinierów przez Ukraińców, zamordowanie Romanowskich,
zamordowanie ojca, powrót do Jesionówki - wywiezienie rannej matki, do 27 WDP AK.
Wspomnienia Leokadii Jakubowskiej - Jesionówka pow. Horochów - 11 lipca 1943 r. ukraiński wywiad  przed napadem, zamordowanie sąsiada Sokołowskiego, napad w Rudni 12 lipca, ucieczka mieszkańców Granatowa.
Relacja Janiny Pogonowskiej - 15 lipca 1943 r. w Jesionówce, zamordowanie Adama Garczyńskiego, ucieczka.
Krystyna Kraszewska - "Wspomnienia mojej matki Walentyny Dargiewicz"
Leokadia Skowrońska - "Wiatr w oczy" - Aleksandrówka pow. włodzimierski
Anastazy Rodziewicz - "Zapomnieć, wybaczyć?"